niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 3 "I can be your Superman."

Po godzinie jazdy spostrzegłem się, że głowa Melodii kiwa się wraz z autem. Zamruczała coś przez sen.
-Och, kochanie-westchnęła.-Zostań ze mną-mruknęła łamiącym się głosem.-Nie odchodź-po jej poliku spłynęła łza.
-Hej. Melodii-dotknąłem jej ramienia.-Mel obudź się-pogłaskałem ją po policzku. Podniosła głowę i spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
-Proszę , przytul mnie-wyszeptała drżącym głosem.
Wjechaliśmy na parking przed jakąś przydrożną knajpką. Wyciągnąłem kluczykii i prawie
wypadłem z auta i podszedłem szybko do drzwi pasażera. Otworzyłem je, a Mel wysiadła i wtuliła się w mnie mocno.
-Biedactwo-głaskałem ją po włosach. Aksamitnie gładkich i błyszczących niczym brylant w słońcu.
-Co ci się śniło?-spojrzałem na nią. Uniosła głowę i patrzała na mnie zmęczonymi oczyma.
-Zawsze gdy jestem chora bądź miałam zły dzień śni mi się mój ślub, ale w ostatniej chwili chłopak ucieka sprzed ołtarza. Idę za nim, ale ile razy za nim szłam tyle znikał jakby rozpływał się w powietrzu-otarła płynącą łzę. Ja starłem drugą.
-To był tylko sen Melodii. Nic złego się nie dzieje. Nikt nie chce cię zostawić.
Trzymałem jej twarz w dłoniach zastanawiając się dlaczego tak bardzo pociągają mnie jej usta. Chciałem ich posmakować. W każdy możliwy sposób. Chciałem ją mieć dla siebie. Tak samolubnie. By była tylko moja. Widzieć codziennie ten uśmiech po powrocie z pracy. Przytulać ją tak jak teraz co rano i co wieczór. Nucić piosenki na dobranoc. Okrywać kocem w mroźne zimy i smarować olejkiem w upalne lata. Chciałem być jej. W tamtej chwili chciałem być wszystkim o czym myśli choć znam jej imię od kilku godzin. Najzwyczajniej w świecie znów chciałem by ktoś dotykał dołu moich pleców wiedząc, że przyprawia mnie to o ciarki. Poczułem nagły przypływ smutku i wspomnień.

                                 **********************************************************
Wielkie łóżko. Przestronny pokój. Słońce wpadające przez okno balkonowe. 
-Kogo ja tu widzę?-usłyszałem znajomy głos.-Wstałeś wreszcie.
Odwróciłem się w stronę najpiękniejszej kobiety na świecie. Stała w progu opierając się o framugę w mojej koszuli. O bosych nogach i rozmierzwionych włosach. Najbardziej urodziwa istota na Ziemi. 
-Śniadanie podano książę-podeszła do mnie. Zarzuciła ręce na moją szyję i wplątując palce w moje włosy złączyła nasze usta pocałunkiem. 
-Ślicznie wyglądasz w mojej koszuli-uśmiechnąłem się oblizując usta.
-Przystojny jesteś w samych bokserkach, choć księciu nie wypada pokazywać się tak swojej księżniczce-zagryzła wargę muskając palcami moje ramiona. 
-A księżniczce nie przystoi pokazywać się tak swojemu ukochanemu, ale nie mam nic przeciwko-wziąłem ją na ręce i położyłem delikatnie na nieskazitelnie białej pościeli. Zawisłem nad nią opierając ręce tuż obok jej głowy. Znów wplotła palce w moje włosy.
-Kocham cię królewiczu-szepnęła. Jej głos przepełniała czułość. To był pierwszy raz po czterech latach związku gdy powiedziała, że mnie kocha. 
-Ja ciebie też kocham, królewno-odszepnąłem patrząc jej w oczy.
-Na zawsze razem-uniosła do ust naszyjnik, który dałem jej na naszą trzecią rocznicę. Na krótkim srebrnym łańcuszku wisiała niewielka gwiazdka zakończona literą L. Miałem podobny lecz w postaci bransoletki. Czarny rzemyk i mała srebrna gwiazdka bez litery. 
-Na zawsze razem-powtórzyłem po niej całując ją czule.
                                 ********************************************************

Pod wpływem tego wspomnienia spojrzałem na nadgarstek. Nie było już na nim bransoletki. Widniał drogi zegarek, który dostałem od ojca na urodziny. Chciałem znów założyć tę bransoletkę i przypomnieć sobie jak to było gdy ta kobieta stała obok. Ale zamiast niej trzymałem w ramionach zbłąkaną duszę. Odsunąłem ją od siebie i oparłem się o samochód. Nie mogę o niej myśleć. Jej już nie ma. Zapomnij o niej. To już przeszłość. Mówiłem sobie co dzień rano  gdy patrzałem na puste miejsce obok. Ale serce nie chciało zapomnieć. Choć wiedziałem, że już nigdy nie usłyszę jej śmiechu ani nie zobaczę pięknych kasztanowych oczu wiedziałem, że jest koło mnie. Że patrzy na mnie.
-Niall-poczułem drobną dłoń na ramieniu. Pokręciłem głową.
-Proszę nie dotykaj mnie-jęknąłem gdy zjechała ręką wzdłuż moich pleców.-Proszę nie przypominaj mi o niej.
Poczułem się bezradny. Nie zdolny do mówienia o czymkolwiek. Nie zdolny by się poruszyć. Smutek i żałoba sparaliżowały moje ciało.
-Dobrze-szepnęła i zaraz usłyszałem dźwięk kamieni pod jej butami.-Niall?-usłyszałem z niewielkiej odległości. Podniosłem głowę. Patrzała na mnie smutnym wzrokiem.
-Nikt nie zastąpi tej dziewczyny, ale skoro jej nie ma to dlaczego masz się katować myśleniem o niej?-wzruszyła ramionami. Podszedłem do niej szybko. Łapiąc za jej nadgarstki splotłem je za plecami dziewczyny.
-Myślenie o niej mnie nie katuje. Bardziej rani mnie to jak bardzo mi ją przypominasz. Takie same usta, nos, kolor włosów. Ale jedno sprawia, że nigdy nie będziesz jej przypominać w całości. Nie masz tych kasztanowych śmiejących się oczu-wysyczałem czując jak ogarnia mnie żałosna potrzeba przytulenia jej do siebie.
-Nigdy nie spotkasz drugiej takiej osoby. Nikt nie będzie nią. Nie ma dwóch tych samych osób-wyrwała ręce z mojego uścisku.-Jeśli jeszcze raz tak mnie potraktujesz to się źle skończy. Nie jestem zabawką, a to mnie bolało-warczała rozmasowując nadgarstki.-Dlaczego porównujesz mnie do kobiety, której nie ma? Nie wystarczy, że sam już o niej myślisz? Nie wplątuj mnie w to, bo nie będziesz mógł na mnie patrzeć-odwróciła się i ruszyła do wejścia.
Natychmiast pojąłem jakie słowa wypłynęły z moich ust. Zacisnąłem kciuk i palec wskazujący tuż u nasady nosa. Odwróciłem się w stronę auta. Walnąłem pięścią w maskę.
-Dlaczego muszę wszystko psuć?-warknąłem zakładając ręce za głowę. Ruszyłem w stronę knajpy. Wszedłem do środka szukając jej wzrokiem. Siedziała w rogu sali przeglądając Menu. Usiadłem na przeciwko niej.
-Lepiej się przesiądę, bo przecież patrzenie na mnie sprawia ci ból-wymamrotała wstając od stołu. Zerwałem się z miejsca i złapałem ją za rękę.
-Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Przeprasza-spojrzałem jej w oczy.
Wyszarpnęła dłoń i usiadła przy innym stoliku.
-Proszę cie Melodii-jęknąłem znów się do niej dosiadając.-Przepraszam jeśli sprawiłem ci przykrość. Nie chciałem być wredny, ale to drażliwy temat. Rozmawianie o niej przyprawia mnie o depresje. Przepraszam. Na prawdę-położyłem dłoń na jej.
 Wyglądało to jak scena z typowego romansidła. Para kłóci się w aucie. Zajeżdżają do knajpy na poboczu autostrady i tam próbują sobie wytłumaczyć.
-Melodii na prawdę nie chcę by tak wyglądała nasza współpraca. Nie chcę byś zbaczała z drogi żeby tylko na mnie nie patrzeć.
Poczułem jak łapie mój środkowy palec w dłoń i obraca sygnet.
-Dlaczego wciąż chcesz ze mną rozmawiać? Dlaczego odnoszę wrażenie, że masz coś do mnie? Przytulasz, całujesz, pocieszasz. Dlaczego?-spojrzała na mnie z bólem w oczach.-Nie chcę byś jakkolwiek mnie pocieszał. Nie chcę byś sprawiał wrażenie, że ci na mnie zależy. Nie chcę byś był więcej niż sąsiadem i szefem. Nie chcę widzieć tych pięknych oczu wpatrujących się we mnie. Ani tego uśmiechu pełnego uroku. Nie chcę cię dostrzegać wśród tłumu. Chcę byś był tylko kolejnym facetem w garniturze. Poza tym, że jesteś moim szefem nie chcę nic więcej do ciebie czuć. Pragnienie twojego dotyku staje się coraz większe, a ja nie wiem z jakiej racji. Proszę nie zbliżaj się do mnie nigdy więcej na odległość stołu bądź biurka.
Łzy powoli skapywały na nasze dłonie. Coś w niej siedzi. Coś nie pozwala jej poczuć prostych uczuć. Bała się na mnie spojrzeć.
-Dobrze-zabrałem dłoń.-Nie będę się do ciebie zbliżał. Nie będę cię dotykał, nie będę na ciebie patrzał dłużej niż trzy sekundy. Będę oschły i opryskliwy. Nie chcesz bym był miły? Okej. Ale żebyś któregoś dnia nie przyszła do mnie zapłakana i dygocząca, bo obiecuję ci, wypomnę twoje słowa-wstałem od stołu. Usłyszałem jak pociąga nosem.
Bądź twardy, pomyślałem.
Spojrzałem na nią przez ramię. Wpatrywała się w swoje dłonie. Skubała paznokciami serwetkę.
-Wiesz o co tu na prawdę chodzi?-zapytałem znów siadając.-Tu nawet nie chodzi o mnie. Ktoś cię skrzywdził. Podeptał ci serce. Sprawił, że nie potrafisz już dostrzec, że nie jesteś sama. Sprawił, że zamknęłaś się w sobie. Otoczyłaś grubym murem i strzeżesz go jak twierdzy. Przez tą osobę nie dostrzegasz ludzi dla których jesteś ważna. Nie mówię o mnie, bo przecież praktycznie cię nie znam. Ale przez to Vincent cierpi. Boi się, że któregoś dnia straci cię definitywnie. Bez odwołania. Zbudujesz mur również nad swoją głową. Będziesz jak w bańce, która nie pęka. Mel zrozum, że ja nie chcę źle. Nic ci nie zrobię. Nie zamierzam zrobić ci krzywdy. Przez to, że przypominasz mi Louise nie potrafię tak po prostu sobie pójść. Kurwa nie umiem cię tak po prostu zostawić-poczułem jak pod powiekami wzbierają się łzy.-Nie umiem, rozumiesz? Jestem zbyt słaby by ją wyrzucić z głowy. Jestem kurwa nikim bez niej. Nie ma mnie. Tamten Niall już dawno nie istnieje-jedna samotna łza spłynęła w dół.-Dopiero dzięki tobie ponownie pojąłem co wtedy poszło nie tak. Dlaczego do tego doszło. Melodii proszę nie odbieraj mi tej jebanej chwili szczęścia-wziąłem jej niewielkie dłonie w swoje.-Mel, błagam-pocałowałem jej kostki.
Nie odzywała się. Nawet na mnie nie patrzała. Tylko szlochała. Widziałem kropki na serwecie.
-Jeśli na prawdę pragniesz bym został tylko szefem, zrobię to. Zrobię, bo nie mogę patrzeć jak płaczesz.
W końcu podniosła na mnie wzrok. Miała zapłakane oczy i czerwone policzki oraz nos. Jej twarz świeciła się od łez.
-Co się stało z Louise?-zapytała drżącym głosem.
                                                                                      ~*~
Nie byłam pewna czy chcę to wiedzieć. Nie wiedziałam jak na to zareaguję.
-Gdy przechodziła przez ulicę potrącił ją pijany kierowca. Zmarła na miejscu. Nie było szans by ją uratować-potarł twarz dłońmi.-Była w trzecim miesiącu. Miałem zostać tatą-uśmiechnął się przez łzy.-Mieliśmy zostać rodziną-duże krople spłynęły po jego policzkach.-Ten gnój zabił moją rodzinę. Najważniejsze osoby w moim popierdolonym życiu. W świecie gdzie żyje się wśród tych wszystkich papierów i podpisów-przeczesał włosy dłonią psując ich ułożenie.
-Przykro mi-wyszeptałam łapiąc go za rękę.
W tym momencie zaczęłam dostrzegać to jaki ból kryje się za maską przykładnego szefa. Ile siły musi wkładać to by co dzień wstać z łóżka i żyć dalej. Bez ukochanej u boku.
-Jest mi przykro, że mogłem dać ci powody do takiego postanowienia. Nie chciałem by to tak wyglądało. Przepraszam-szlochał patrząc na nasze dłonie.-Przepraszam, że nie jestem takim człowiekiem jakiego chciałabyś spotkać-łzy płynęły jedna po drugiej.
-Nie, nie, nie-podeszłam do niego.-Nie, proszę, nie płacz. Niall to nie jest twoja wina-kucnęłam
obok niego.
-Zjebałem wszystko-mruknął.
-Jedyna osoba, która zjebała cokolwiek to ja-wzięłam jego dłoń.
-Tak strasznie mi jej brakuje-wypłakał.-Tak bardzo za nią tęsknie.
Podniosłam się i przytuliłam go.
-Wiem, Horan. Ale to minie. Wciąż będziesz o niej pamiętał, ale ból minie. Obiecuję ci to-ucałowałam go w czoło.
-Melodii-przytrzymał mnie przy sobie gdy chciałam się odsunąć.-Pozwól się pocałować w policzek-szepnął zachrypniętym głosem. Zbliżyłam twarz do jego i pocałowałam go w kącik ust. 
-Mogę teraz ja?-zapytał ostrożnie. Kiwnęłam głową. Pocałował mnie praktycznie w usta.
-Niall-westchnęłam wiedząc co się stanie później jeśli go nie powstrzymam.
Ale jego usta są takie miękkie i słodkie. Mogłabym je czuć na skórze codziennie. Myśl doszła do podbrzusza, które spięło się przyjemnie.
-Wiem jak to zadziałało-wyszeptał spokojnym głosem.-Chciałbym robić tak codziennie by widzieć ten wspaniały rumieniec-położył dłoń na moim poliku.
Teraz to wszystko, co powiedziałam przestało mieć znaczenie. Jego dotyk był jak upragniona woda na pustyni.
-Jeśli chcesz bym przestał powiedz tylko słowo, a przestanę-mruknął gładząc kciukiem mój policzek.
-Chodź-wyprostowałam się i wyciągnęłam do niego rękę. Złapał ją niepewnie. Pociągnęłam go w stronę wyjścia.
-Czy to co mówiłaś wciąż ma sens?-zapytał gdy staliśmy koło jego auta.
Pchnęłam go na drzwi. Spojrzał na mnie zdziwiony. Przejechałam palcem wzdłuż jego klatki.
-Przepraszam jeśli to będzie za wiele-wyszeptałam.
Spojrzałam mu w oczy. Patrzał na mnie uważnie, analizując każdy mój ruch. Stanęłam na palcach i zbliżyłam twarz do jego. Oplotłam jego szyję rękoma i wplątałam palce w blond czuprynę chłopaka.
-Przez tą akcję w biurze nie wiem co się ze mną dzieje, ale za każdym razem gdy wymawiasz moje imię przechodzą mnie ciarki-szeptałam.-Przez twój dotyk nie wiem, gdzie jestem. Nie wiem co się dzieje. Niall to nie jest normalne, ale w mojej głowie tworzy się tyle scenariuszy, że nie wiem co mam myśleć. Tak bardzo chciałabym cię pocałować. Posmakować tych ust, ale wiem, że to nie może się dobrze skończyć. I tego się...
Pocałował mnie czule nie dając dokończyć. Muskał moje wargi swoimi. Położył dłonie na moich biodrach i przysunął mnie jak najbliżej się da. Czułam się jakbym latała. Jakby jakaś niewidzialna siła unosiła nas. Mruknął przeciągle gdy pociągnęłam go delikatnie za włosy. Chciałam dać mu tym znak, że już starczy.
-Nie, proszę, nie-mówił. Chciałam się odsunąć, a on przesuwał się razem ze mną wciąż mnie całując.
-Cholera-jęknęłam gdy jego ręce znalazły się na moim krzyżu. Przycisnął mnie do siebie. Znów pociągnęłam go za włosy. Jęknął cichutko.
-Lubisz-jak-ktoś-ci-tak-robi?-znów go pociągnęłam.
-Kurwa-warknął gdy zabrałam ręce z jego szyi i włożyłam pod koszule tuż nad pupą. Jego pocałunki pogłębiały się. Przyciskał mnie do siebie coraz mocniej. Dokładnie mogłam wyczuć jego nadmuchane jeansy. Zachichotałam mu w usta.
-Przepraszam-burknął kładąc dłonie na moich pośladkach. Zacisnął je, a ja jęknęłam cicho.
-Niall?-odsunęłam się na moment.-Czy to ma jakieś znaczenie?-zajrzałam mu w oczy.
-Jeśli nic nie czujesz to nie. Nie ma żadnego znaczenia. Ale jeśli czujesz coś. Cokolwiek to mamy problem, bo mam ochotę wziąć cię na tył i robić złe rzeczy na miliony sposobów-jego oczy błyszczały się niesamowicie. Poczułam płomienie na twarzy.
-Melodii, czy to coś dla ciebie znaczy?
Pokręciłam głową.
-Ale też nie chcesz bym mógł posmakować ciebie całej?
-Musisz mnie upić żeby mnie mieć-uśmiechnęłam się szeroko.
-Da się zrobić-odwzajemnił uśmiech.-Wolisz hotel czy mój apartament?-zaśmiałam się.
-Mówisz poważnie?
-Jeśli chodzi o to, że chciałbym się z tobą pieprzyć cały dzień i noc to tak owszem. Całkiem poważnie-uśmiechnął się nonszalancko.
-Pamiętaj, że wisisz mi drinka-uśmiechnęłam się chytrze. Blondyn roześmiał się uroczo.
-Chcesz jechać do domu?-założył kosmyk moich włosów za ucho.
-Tak. Chciałabym się przygotować do tej pseudo imprezy i pogadać z Vincentem.
Po jego ustach błąkał się uśmiech. Wyglądał tak uroczo z rozmierzwionymi włosami i lekkim uśmiechem. Oczy błyszczały mu się jak diamenty.
-Czemu tak mi się przyglądasz?-zapytał po chwili ciszy.
-Nic. Po prostu patrzę.
Horan uśmiechnął się lekko. Odwrócił się i otworzył drzwi samochodu.
-Zapraszam-wskazał ręką bym wsiadła. Tak też zrobiłam. Usiadłam wygodnie i zapięłam pas.
-Jak długo będziemy jechać?-zapytałam gdy usiadł na swoim miejscu. Niall odpalił silnik i podrapał się po głowie.
-Około godziny. Jesteśmy jakieś trzysta kilometrów od autostrady. Nie będziemy wracać, bo sytuacja mogła się pogorszyć więc pojedziemy na około-położył ręce na kierownicy i spojrzał na mnie.-I tak cię dopadnę-zauważyłam błysk w jego oku.
-Groźba czy obietnica?
Która kobieta w moim wieku nie chciałaby zostać dopadnięta przez Nialla Horana? Chyba nie ma takiej.
-Dwa w jednym, kochanie-zacisnął dłoń na moim udzie. Zagryzłam wargę reagując na jego dotyk dość niespodziewanie. Rozsunęłam delikatnie nogi. Nialler spojrzał na mnie uradowany a
za razem zdziwiony.
-Obiecuję, że będzie ci dobrze, a grożę, że nie będziesz mogła siedzieć ani tym bardziej chodzić-sunął ręką coraz wyżej.
Cholera, że akurat musiałam założyć tak krótką sukienkę.
-Bardzo ładna ta sukienka-mówił z napięciem w głosie. Włożył pod nią dłoń wodząc po wewnętrznej stronie uda, pocierając małym palcem o moją kobiecość. Westchnęłam delikatnie rozsuwając nogi bardziej co sprawiło, że materiał podciągnął się do góry.
-I te nogi-schylił się zaczął składać na moim udzie pocałunki.
-Niall-westchnęłam wplatając palce w jego włosy.-Dlaczego mi to robisz? Znamy się przecież dopiero kilka godzin.
Podniósł się i spojrzał mi w oczy.
-Ty pocałowałaś mnie pierwsza. Ty sprowokowałaś mnie do podjęcia takich działań. Ty jesteś tak kurewsko seksowna, nie ja-szeptał. Jego oddech owiewał moją twarz. Jego dłoń znalazła się przy moich majtkach.
-Niall-mruknęłam. Patrzał na moje rozchylone usta zagryzając wargę.-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym tego co ty, ale to nieodpowiedzialne. Skończy się na tym, że będziemy sypiać ze sobą w każdą wolną chwilę albo złamanym sercem-wysapałam czując jego zwinne palce.-O matko-jęknęłam gdy jego dłoń znalazła się pod materiałem.
-Jesteś taka mokra-wyszeptał poruszając palcem w górę i w dół.-Kto ci to zrobił?-spojrzał na mnie błyszczącymi w podnieceniu oczami.
-Ty!-prawie krzyknęłam gdy wsadził we mnie dwa palce.-O Chryste. To takie przyjemne-wbiłam paznokcie w jego kark.
-Przyjemnie ci?
Uczucie jego palców we mnie, doprowadzało mnie do szaleństwa. Czułam, że prędzej czy później wylądujemy na tylnym siedzeniu bądź w hotelowym łóżku.
-Chcesz żebym sprawił ci jeszcze większą przyjemność?-zapytał zachrypniętym głosem wciąż poruszając palcami.
-Nie wiem czy ci się to uda-popuściłam go. Wyciągnął dłoń. Wytarł palce w chusteczkę leżącą gdzieś na desce i odpiął mój pas.
-Do tyłu-mruknął patrząc na mnie przymrużonymi oczyma.
-Niall, ale tu chodzą ludzie-jęknęłam pełna obaw.
-Skarbie, wolisz czekać w napięciu aż dojedziemy do najbliższego hotelu? To będzie jakieś 150 kilometrów-uniósł jedną brew.
Podniosłam się i przeszłam między siedzeniami na tył wcześniej ściągnąwszy buty. Horan nacisnął jakiś guzik i wszystkie szyby w aucie pociemniały, ale mimo to wciąż było jasno. Wysiadł z samochody. Gdy znalazł się już w środku złapał mnie za kark i namiętnie pocałował.
-Usiądź mi na kolanach-wychrypiał.
-Masz taki seksowny głos gdy jesteś podniecony-zrobiłam co kazał. Usiadłam na nim okrakiem.
Złapałam jego krawat i przyciągnęłam do siebie. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem choć widziałam w jego oczach niepewność.
-Nie jestem dziewicą od czterech lat-mruknęłam. Blondyn naparł ustami na moje.
-Jesteś śliczna, mówił ci to już kiedyś?-szepnął kładąc dłoń na mojej szyi. Pokręciłam głową i spuściłam wzrok.
-Hej, maleńka-podniósł mój podbródek.-Czy powiedziałem coś nie tak?-patrzał mi w oczy.
-Nie. To nie chodzi o to.

                                                  *********************************************
Słońce grzało ciała plażowiczów, wiatr unosił latawce w górze. Przyjemny tydzień nad morzem to wspaniały pomysł na świętowanie ukończenia studiów,
-Melodii!-usłyszałam głos Vincenta.-Chodź popływać z nami!-machnął na mnie ręką. 
-Może później!-odkrzyknęłam. 
Poczekałam aż blondyn ponownie wbiegnie do wody i wróciłam do przeglądania sukien ślubnych. W pewnym momencie ktoś zasłonił słońce stając przede mną. Uniosłam głowę i włożyłam okulary we włosy.
-Przestań przeglądać te suknie. I tak w każdej będziesz wyglądała grubo-powiedział głos, który tak bardzo kochałam.
-O czym ty mówisz Don?-położyłam gazetę na kocu i wstałam. 
-Mówię, że nie potrzebnie oglądasz te cholerne suknie. I tak żadnej nie włożysz. Teraz zrozumiałaś?-mówi tak poważnie, że zaczęłam w to wierzyć.
-Rzucasz mnie?-zapytałam czując łzy pod powiekami.
-No brawo geniuszu-zaśmiał się z pogardą.-Żegnaj, Melodii-odwrócił się i odszedł. Bez słowa wyjaśnienia. Bez uczucia. Bez niczego co pomogłoby wytrzymać ten ból. Usiadłam na kocu, podciągnęłam nogi do klatki, objęłam je ramionami i zaczęłam płakać.
-Mel?-Vin podchodził do mnie z naszą koleżanką. Gdy spojrzałam na niego ruszył pędem do mnie i usiadł obok.
-Melodii, skarbie co się stało?-przytulił mnie. Mimo tego, że był mokry i zimny wtuliłam się w niego głośno szlochając.
-Poszedł sobie-wyjęczałam wstrząsana płaczem.-Zostawił mnie. Miesiąc przed ślubem-spojrzałam na niego.
-A to skurwysyn-syknął, a w głosie miał jad.-Jebany dziwkarz.
Klną na niego jak szewc. Obrażał wszystkimi wyzwiskami. Ale niestety to nie mogło opisać tego jak chujowo zachował się w stosunku do mnie. Wzięłam katalog i cisnęłam nim przed siebie. Nigdy więcej nie płakałam.

                                                       ***************************************

-Melodii?-zapytał gdy nie odzywałam się przez dłuższy czas.-Wszystko w porządku?-starł jedną, zabłąkaną łzę.
-Tak właściwie to nie, ale nie chcę o tym już nigdy więcej myśleć-zlustrowałam jego twarz wzrokiem.
-Kim on był?-spytał ni stąd ni zowąd patrząc mi w oczy.
-Nikim-szepnęłam bliska płaczu.-Był i jest nikim.
-Hej, śliczna-ujął moją twarz w swoje duże ciepłe dłonie.-Nie płacz, proszę-pocierał kciukami moje policzki.
-Pocałuj-wskazałam miejsce serca.-Boli-mówiłam dziecięcym głosem.
Niall spojrzał mi głęboko w oczy. Pocałował tam gdzie wskazałam i podniósł z powrotem na mnie wzrok. Wskazałam jeden policzek, potem drugi. Całował gdzie chciałam. Wskazałam usta. Bez wahania czule wpił się w nie kładąc dłonie na moich biodrach. Poruszyłam nimi wywołując u niego jęknięcie wprost w moje usta. Powtarzałam ruchy aż poczułam coraz większą wypukłość pod sobą.
-Szybki jesteś-mruknęłam wcześniej przygryzając jego wargę.
-Tak na mnie działasz, maleńka.
Jego dłonie przemieściły się na pośladki. Zacisnął je mocno po czym podciągnął moją sukienkę.
-Rób tak-sapnął gdy kontynuowałam swoje zajęcie.
-Patrz na mnie-rozkazałam gdy zamknął oczy.-Chcę widzieć twoje oczy.
Z trudem otworzył oczy. Gdy znów je zamknął lekko uderzyłam go w policzek.
-Za każdym razem gdy zamkniesz oczy uderzę cię w policzek-zakomunikowałam. Otworzył ciężkie powieki.-Dobry chłopczyk-pogłaskałam go po policzku. Jęczał cicho patrząc na mnie.
Zaczerwienione policzku, rozchylone wargi wydające co jakiś czas ciche jęki i mruknięcia, niebieskie oczy wpatrzone we mnie. Takie śliczne. A jednak płakały nie raz. Takie lśniące. A jednak pełno w nich cierpienie i bólu. Takie jasne, a jednak skrywają ciemność żalu.
Takie doskonałe, ale wciąż skażone, pomyślałam.
-Przepraszam-szepnął ciężko zamykając oczy i odrzucając głowę w tył. Jęknął przeciągle dochodząc pode mną. Spod zamkniętych powiek wypłynęły łzy.
-Och, nie-szepnęłam kładąc dłonie na jego policzkach.-Niall, dlaczego płaczesz?-zapytałam gdy szloch wstrząsnął jego ciałem.
-Ja nie potrafię. Nie umiem. Ja nie...-rozpłakał się głośno. Przytuliłam go do siebie mocno wplątując palce w jego włosy.
-Cśśś-pogłaskałam go po plecach.-Spokojnie-starałam się go uspokoić lecz to sprawiało, że płakał jeszcze głośniej.-Hej, piękny-odsunęłam go od siebie. Momentalnie przestał szlochać.
-Co się stało?-zapytałam ścierając łzy.
-Sam nie wiem-pociągnął nosem. Wyglądał jak mały zapłakany chłopiec. Nos miał czerwony, a oczy pełne łez.
-Czy chodzi o Louise?
Kiwnął lekko głową.
Nie mam pojęcie co się z nim stało. Być może fala doznań wraz ze wspomnieniami przytłoczyła go wywołując niewielkie załamanie. Nie wiem. Nie jestem psychologiem, ale mimo to zabolała mnie jego rozpacz.
-Niall, co mogę zrobić żebyś poczuł się lepiej?-zapytałam głaszcząc go po twarzy.
-Przytul się do mnie i po prostu bądź-szepnął zachrypniętym głosem. Zeszłam z niego usiadłam obok, położyłam nogi na jego udzie i wtuliłam się w niego.
-Dobrze? Wyszłam z wprawy-spojrzałam na niego.
-Jest okej-uśmiechnął się lekko.
-Myślałam, że okażesz mi trochę wsparcia i powiesz, że doskonale-zaśmialiśmy się.
-Jest zajebiście, okej?-objął mnie ramieniem. Jego dłoń zwisała tuż obok mojej twarzy. Splotłam nasze palce i ucałowałam wierz jego dłoni. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej wdychając jego zapach i ciesząc się spokojem.
-Twoja dłoń doskonałe pasuje do mojej-powiedział łącząc drugą dłoń z moją. Uniósł ją do ust i pocałował wewnętrzną stronę.
-Boję się, że ty też mnie zostawisz-szepnęłam patrząc na nasze dłonie leżące na moim udzie.-Nie chcę znów tak cierpieć. Nie chcę czuć tego rozrywającego bólu, samotności, żalu. Nie chcę płakać-patrzałam na niego.
-Melodii, jeśli zechcesz bym był twoim przyjacielem. Będę nim. Jeśli zechcesz bym był twoim kochankiem. Będę nim. Jeśli zechcesz bym był twoim mężczyzną. Z ogromną przyjemnością nim będę. Będę kimkolwiek zechcesz. Będę cię kochał najdelikatniej jak potrafię. Będę całował najczulej jak umiem. Będę szeptał ciche wyznanie do twojego ucha gdy będziesz siedziała otulona kocem na moich kolanach przed kominkiem. Będę dotykał twojego ciała jak piórkiem. Będę starał byś czuła się bezpieczna nawet jeśli miałbym być tylko twoim szefem. Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nikt cię nie tknie w zły sposób. Będę twoim Supermanem, a ty moją Lois Lane-szeptał patrząc mi w oczy co jakiś czas zaciskając dłoń na mojej. Jakby umacniając mnie w tym co właśnie wypłynęło z jego ust.
-Niall-westchnęłam.-Prawie się nie znamy. Jakim cudem tak bardzo pragnę być przy tobie? Dlaczego tak bardzo pragnę byś przytulał mnie w każdej wolnej chwili?
-Sam tego nie rozumiem, ale kiedy po raz pierwszy ujrzałem cię na korytarzu. Spoconą, zasapaną, czerwoną po biegu zapragnąłem cię poznać. Chciałem dowiedzieć się kim jesteś, ale później nie widziałem cię ani razu. Dopiero dziś. Po kilku tygodniach ujrzałem cię w tej cholernie seksownej sukience. Nie wiedziałem, że to z tobą będę pracował. Nie wiedziałem, że to będzie takie ciężkie trzymać się od ciebie z daleka. Zaplanowałem sobie, że cię nie tknę. Nie sprowokuję. Myślałem, że mi się uda ale wtedy ty podeszłaś do tego kelnera, pełna wdzięku i seksapilu. Byłaś taka pewna siebie. Proszę, powiedz że rozumiesz-puścił moją jedną dłoń i położył ją na moim policzku.
-Rozumiem Niall, ale chciałabym cię prosić o jedno-urwałam sprawdzając czy mnie słucha. Mrugnął na mnie więc kontynuowałam:
-Nim znów dojdzie do takiej sytuacji poznamy się na wskroś i upewnimy że nie będzie bolało nas bycie razem, dobrze?
-Cokolwiek zechcesz, piękna.
Otworzyłam usta by coś jeszcze powiedzieć.
-Zamknij się już gaduło-skutecznie zamknął moje usta swoimi.-Musimy popracować nad tym twoim gadaniem-cmoknął mnie jeszcze raz w usta.
-Nad tobą też musimy popracować. Byś nie był tak brutalny-przeczesałam jego włosy. Uśmiechnął się do mnie szeroko. Tak pięknie i szczerze, że nie mogłam powstrzymać swojego uśmiechu.
-Pięknie się uśmiechasz.
-Wyjąłeś mi to z usta-zaśmiałam się delikatnie uderzając do w pierś.
-Jesteś pewna, że tylko to?-poruszył zabawnie brwiami.
-Zboczuch.
Znów pocałował mnie kładąc na plecach.
To będzie ciekawe doświadczenie.

                                                                       CZYTASZ=KOM!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz