niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 3 "I can be your Superman."

Po godzinie jazdy spostrzegłem się, że głowa Melodii kiwa się wraz z autem. Zamruczała coś przez sen.
-Och, kochanie-westchnęła.-Zostań ze mną-mruknęła łamiącym się głosem.-Nie odchodź-po jej poliku spłynęła łza.
-Hej. Melodii-dotknąłem jej ramienia.-Mel obudź się-pogłaskałem ją po policzku. Podniosła głowę i spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
-Proszę , przytul mnie-wyszeptała drżącym głosem.
Wjechaliśmy na parking przed jakąś przydrożną knajpką. Wyciągnąłem kluczykii i prawie
wypadłem z auta i podszedłem szybko do drzwi pasażera. Otworzyłem je, a Mel wysiadła i wtuliła się w mnie mocno.
-Biedactwo-głaskałem ją po włosach. Aksamitnie gładkich i błyszczących niczym brylant w słońcu.
-Co ci się śniło?-spojrzałem na nią. Uniosła głowę i patrzała na mnie zmęczonymi oczyma.
-Zawsze gdy jestem chora bądź miałam zły dzień śni mi się mój ślub, ale w ostatniej chwili chłopak ucieka sprzed ołtarza. Idę za nim, ale ile razy za nim szłam tyle znikał jakby rozpływał się w powietrzu-otarła płynącą łzę. Ja starłem drugą.
-To był tylko sen Melodii. Nic złego się nie dzieje. Nikt nie chce cię zostawić.
Trzymałem jej twarz w dłoniach zastanawiając się dlaczego tak bardzo pociągają mnie jej usta. Chciałem ich posmakować. W każdy możliwy sposób. Chciałem ją mieć dla siebie. Tak samolubnie. By była tylko moja. Widzieć codziennie ten uśmiech po powrocie z pracy. Przytulać ją tak jak teraz co rano i co wieczór. Nucić piosenki na dobranoc. Okrywać kocem w mroźne zimy i smarować olejkiem w upalne lata. Chciałem być jej. W tamtej chwili chciałem być wszystkim o czym myśli choć znam jej imię od kilku godzin. Najzwyczajniej w świecie znów chciałem by ktoś dotykał dołu moich pleców wiedząc, że przyprawia mnie to o ciarki. Poczułem nagły przypływ smutku i wspomnień.

                                 **********************************************************
Wielkie łóżko. Przestronny pokój. Słońce wpadające przez okno balkonowe. 
-Kogo ja tu widzę?-usłyszałem znajomy głos.-Wstałeś wreszcie.
Odwróciłem się w stronę najpiękniejszej kobiety na świecie. Stała w progu opierając się o framugę w mojej koszuli. O bosych nogach i rozmierzwionych włosach. Najbardziej urodziwa istota na Ziemi. 
-Śniadanie podano książę-podeszła do mnie. Zarzuciła ręce na moją szyję i wplątując palce w moje włosy złączyła nasze usta pocałunkiem. 
-Ślicznie wyglądasz w mojej koszuli-uśmiechnąłem się oblizując usta.
-Przystojny jesteś w samych bokserkach, choć księciu nie wypada pokazywać się tak swojej księżniczce-zagryzła wargę muskając palcami moje ramiona. 
-A księżniczce nie przystoi pokazywać się tak swojemu ukochanemu, ale nie mam nic przeciwko-wziąłem ją na ręce i położyłem delikatnie na nieskazitelnie białej pościeli. Zawisłem nad nią opierając ręce tuż obok jej głowy. Znów wplotła palce w moje włosy.
-Kocham cię królewiczu-szepnęła. Jej głos przepełniała czułość. To był pierwszy raz po czterech latach związku gdy powiedziała, że mnie kocha. 
-Ja ciebie też kocham, królewno-odszepnąłem patrząc jej w oczy.
-Na zawsze razem-uniosła do ust naszyjnik, który dałem jej na naszą trzecią rocznicę. Na krótkim srebrnym łańcuszku wisiała niewielka gwiazdka zakończona literą L. Miałem podobny lecz w postaci bransoletki. Czarny rzemyk i mała srebrna gwiazdka bez litery. 
-Na zawsze razem-powtórzyłem po niej całując ją czule.
                                 ********************************************************

Pod wpływem tego wspomnienia spojrzałem na nadgarstek. Nie było już na nim bransoletki. Widniał drogi zegarek, który dostałem od ojca na urodziny. Chciałem znów założyć tę bransoletkę i przypomnieć sobie jak to było gdy ta kobieta stała obok. Ale zamiast niej trzymałem w ramionach zbłąkaną duszę. Odsunąłem ją od siebie i oparłem się o samochód. Nie mogę o niej myśleć. Jej już nie ma. Zapomnij o niej. To już przeszłość. Mówiłem sobie co dzień rano  gdy patrzałem na puste miejsce obok. Ale serce nie chciało zapomnieć. Choć wiedziałem, że już nigdy nie usłyszę jej śmiechu ani nie zobaczę pięknych kasztanowych oczu wiedziałem, że jest koło mnie. Że patrzy na mnie.
-Niall-poczułem drobną dłoń na ramieniu. Pokręciłem głową.
-Proszę nie dotykaj mnie-jęknąłem gdy zjechała ręką wzdłuż moich pleców.-Proszę nie przypominaj mi o niej.
Poczułem się bezradny. Nie zdolny do mówienia o czymkolwiek. Nie zdolny by się poruszyć. Smutek i żałoba sparaliżowały moje ciało.
-Dobrze-szepnęła i zaraz usłyszałem dźwięk kamieni pod jej butami.-Niall?-usłyszałem z niewielkiej odległości. Podniosłem głowę. Patrzała na mnie smutnym wzrokiem.
-Nikt nie zastąpi tej dziewczyny, ale skoro jej nie ma to dlaczego masz się katować myśleniem o niej?-wzruszyła ramionami. Podszedłem do niej szybko. Łapiąc za jej nadgarstki splotłem je za plecami dziewczyny.
-Myślenie o niej mnie nie katuje. Bardziej rani mnie to jak bardzo mi ją przypominasz. Takie same usta, nos, kolor włosów. Ale jedno sprawia, że nigdy nie będziesz jej przypominać w całości. Nie masz tych kasztanowych śmiejących się oczu-wysyczałem czując jak ogarnia mnie żałosna potrzeba przytulenia jej do siebie.
-Nigdy nie spotkasz drugiej takiej osoby. Nikt nie będzie nią. Nie ma dwóch tych samych osób-wyrwała ręce z mojego uścisku.-Jeśli jeszcze raz tak mnie potraktujesz to się źle skończy. Nie jestem zabawką, a to mnie bolało-warczała rozmasowując nadgarstki.-Dlaczego porównujesz mnie do kobiety, której nie ma? Nie wystarczy, że sam już o niej myślisz? Nie wplątuj mnie w to, bo nie będziesz mógł na mnie patrzeć-odwróciła się i ruszyła do wejścia.
Natychmiast pojąłem jakie słowa wypłynęły z moich ust. Zacisnąłem kciuk i palec wskazujący tuż u nasady nosa. Odwróciłem się w stronę auta. Walnąłem pięścią w maskę.
-Dlaczego muszę wszystko psuć?-warknąłem zakładając ręce za głowę. Ruszyłem w stronę knajpy. Wszedłem do środka szukając jej wzrokiem. Siedziała w rogu sali przeglądając Menu. Usiadłem na przeciwko niej.
-Lepiej się przesiądę, bo przecież patrzenie na mnie sprawia ci ból-wymamrotała wstając od stołu. Zerwałem się z miejsca i złapałem ją za rękę.
-Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Przeprasza-spojrzałem jej w oczy.
Wyszarpnęła dłoń i usiadła przy innym stoliku.
-Proszę cie Melodii-jęknąłem znów się do niej dosiadając.-Przepraszam jeśli sprawiłem ci przykrość. Nie chciałem być wredny, ale to drażliwy temat. Rozmawianie o niej przyprawia mnie o depresje. Przepraszam. Na prawdę-położyłem dłoń na jej.
 Wyglądało to jak scena z typowego romansidła. Para kłóci się w aucie. Zajeżdżają do knajpy na poboczu autostrady i tam próbują sobie wytłumaczyć.
-Melodii na prawdę nie chcę by tak wyglądała nasza współpraca. Nie chcę byś zbaczała z drogi żeby tylko na mnie nie patrzeć.
Poczułem jak łapie mój środkowy palec w dłoń i obraca sygnet.
-Dlaczego wciąż chcesz ze mną rozmawiać? Dlaczego odnoszę wrażenie, że masz coś do mnie? Przytulasz, całujesz, pocieszasz. Dlaczego?-spojrzała na mnie z bólem w oczach.-Nie chcę byś jakkolwiek mnie pocieszał. Nie chcę byś sprawiał wrażenie, że ci na mnie zależy. Nie chcę byś był więcej niż sąsiadem i szefem. Nie chcę widzieć tych pięknych oczu wpatrujących się we mnie. Ani tego uśmiechu pełnego uroku. Nie chcę cię dostrzegać wśród tłumu. Chcę byś był tylko kolejnym facetem w garniturze. Poza tym, że jesteś moim szefem nie chcę nic więcej do ciebie czuć. Pragnienie twojego dotyku staje się coraz większe, a ja nie wiem z jakiej racji. Proszę nie zbliżaj się do mnie nigdy więcej na odległość stołu bądź biurka.
Łzy powoli skapywały na nasze dłonie. Coś w niej siedzi. Coś nie pozwala jej poczuć prostych uczuć. Bała się na mnie spojrzeć.
-Dobrze-zabrałem dłoń.-Nie będę się do ciebie zbliżał. Nie będę cię dotykał, nie będę na ciebie patrzał dłużej niż trzy sekundy. Będę oschły i opryskliwy. Nie chcesz bym był miły? Okej. Ale żebyś któregoś dnia nie przyszła do mnie zapłakana i dygocząca, bo obiecuję ci, wypomnę twoje słowa-wstałem od stołu. Usłyszałem jak pociąga nosem.
Bądź twardy, pomyślałem.
Spojrzałem na nią przez ramię. Wpatrywała się w swoje dłonie. Skubała paznokciami serwetkę.
-Wiesz o co tu na prawdę chodzi?-zapytałem znów siadając.-Tu nawet nie chodzi o mnie. Ktoś cię skrzywdził. Podeptał ci serce. Sprawił, że nie potrafisz już dostrzec, że nie jesteś sama. Sprawił, że zamknęłaś się w sobie. Otoczyłaś grubym murem i strzeżesz go jak twierdzy. Przez tą osobę nie dostrzegasz ludzi dla których jesteś ważna. Nie mówię o mnie, bo przecież praktycznie cię nie znam. Ale przez to Vincent cierpi. Boi się, że któregoś dnia straci cię definitywnie. Bez odwołania. Zbudujesz mur również nad swoją głową. Będziesz jak w bańce, która nie pęka. Mel zrozum, że ja nie chcę źle. Nic ci nie zrobię. Nie zamierzam zrobić ci krzywdy. Przez to, że przypominasz mi Louise nie potrafię tak po prostu sobie pójść. Kurwa nie umiem cię tak po prostu zostawić-poczułem jak pod powiekami wzbierają się łzy.-Nie umiem, rozumiesz? Jestem zbyt słaby by ją wyrzucić z głowy. Jestem kurwa nikim bez niej. Nie ma mnie. Tamten Niall już dawno nie istnieje-jedna samotna łza spłynęła w dół.-Dopiero dzięki tobie ponownie pojąłem co wtedy poszło nie tak. Dlaczego do tego doszło. Melodii proszę nie odbieraj mi tej jebanej chwili szczęścia-wziąłem jej niewielkie dłonie w swoje.-Mel, błagam-pocałowałem jej kostki.
Nie odzywała się. Nawet na mnie nie patrzała. Tylko szlochała. Widziałem kropki na serwecie.
-Jeśli na prawdę pragniesz bym został tylko szefem, zrobię to. Zrobię, bo nie mogę patrzeć jak płaczesz.
W końcu podniosła na mnie wzrok. Miała zapłakane oczy i czerwone policzki oraz nos. Jej twarz świeciła się od łez.
-Co się stało z Louise?-zapytała drżącym głosem.
                                                                                      ~*~
Nie byłam pewna czy chcę to wiedzieć. Nie wiedziałam jak na to zareaguję.
-Gdy przechodziła przez ulicę potrącił ją pijany kierowca. Zmarła na miejscu. Nie było szans by ją uratować-potarł twarz dłońmi.-Była w trzecim miesiącu. Miałem zostać tatą-uśmiechnął się przez łzy.-Mieliśmy zostać rodziną-duże krople spłynęły po jego policzkach.-Ten gnój zabił moją rodzinę. Najważniejsze osoby w moim popierdolonym życiu. W świecie gdzie żyje się wśród tych wszystkich papierów i podpisów-przeczesał włosy dłonią psując ich ułożenie.
-Przykro mi-wyszeptałam łapiąc go za rękę.
W tym momencie zaczęłam dostrzegać to jaki ból kryje się za maską przykładnego szefa. Ile siły musi wkładać to by co dzień wstać z łóżka i żyć dalej. Bez ukochanej u boku.
-Jest mi przykro, że mogłem dać ci powody do takiego postanowienia. Nie chciałem by to tak wyglądało. Przepraszam-szlochał patrząc na nasze dłonie.-Przepraszam, że nie jestem takim człowiekiem jakiego chciałabyś spotkać-łzy płynęły jedna po drugiej.
-Nie, nie, nie-podeszłam do niego.-Nie, proszę, nie płacz. Niall to nie jest twoja wina-kucnęłam
obok niego.
-Zjebałem wszystko-mruknął.
-Jedyna osoba, która zjebała cokolwiek to ja-wzięłam jego dłoń.
-Tak strasznie mi jej brakuje-wypłakał.-Tak bardzo za nią tęsknie.
Podniosłam się i przytuliłam go.
-Wiem, Horan. Ale to minie. Wciąż będziesz o niej pamiętał, ale ból minie. Obiecuję ci to-ucałowałam go w czoło.
-Melodii-przytrzymał mnie przy sobie gdy chciałam się odsunąć.-Pozwól się pocałować w policzek-szepnął zachrypniętym głosem. Zbliżyłam twarz do jego i pocałowałam go w kącik ust. 
-Mogę teraz ja?-zapytał ostrożnie. Kiwnęłam głową. Pocałował mnie praktycznie w usta.
-Niall-westchnęłam wiedząc co się stanie później jeśli go nie powstrzymam.
Ale jego usta są takie miękkie i słodkie. Mogłabym je czuć na skórze codziennie. Myśl doszła do podbrzusza, które spięło się przyjemnie.
-Wiem jak to zadziałało-wyszeptał spokojnym głosem.-Chciałbym robić tak codziennie by widzieć ten wspaniały rumieniec-położył dłoń na moim poliku.
Teraz to wszystko, co powiedziałam przestało mieć znaczenie. Jego dotyk był jak upragniona woda na pustyni.
-Jeśli chcesz bym przestał powiedz tylko słowo, a przestanę-mruknął gładząc kciukiem mój policzek.
-Chodź-wyprostowałam się i wyciągnęłam do niego rękę. Złapał ją niepewnie. Pociągnęłam go w stronę wyjścia.
-Czy to co mówiłaś wciąż ma sens?-zapytał gdy staliśmy koło jego auta.
Pchnęłam go na drzwi. Spojrzał na mnie zdziwiony. Przejechałam palcem wzdłuż jego klatki.
-Przepraszam jeśli to będzie za wiele-wyszeptałam.
Spojrzałam mu w oczy. Patrzał na mnie uważnie, analizując każdy mój ruch. Stanęłam na palcach i zbliżyłam twarz do jego. Oplotłam jego szyję rękoma i wplątałam palce w blond czuprynę chłopaka.
-Przez tą akcję w biurze nie wiem co się ze mną dzieje, ale za każdym razem gdy wymawiasz moje imię przechodzą mnie ciarki-szeptałam.-Przez twój dotyk nie wiem, gdzie jestem. Nie wiem co się dzieje. Niall to nie jest normalne, ale w mojej głowie tworzy się tyle scenariuszy, że nie wiem co mam myśleć. Tak bardzo chciałabym cię pocałować. Posmakować tych ust, ale wiem, że to nie może się dobrze skończyć. I tego się...
Pocałował mnie czule nie dając dokończyć. Muskał moje wargi swoimi. Położył dłonie na moich biodrach i przysunął mnie jak najbliżej się da. Czułam się jakbym latała. Jakby jakaś niewidzialna siła unosiła nas. Mruknął przeciągle gdy pociągnęłam go delikatnie za włosy. Chciałam dać mu tym znak, że już starczy.
-Nie, proszę, nie-mówił. Chciałam się odsunąć, a on przesuwał się razem ze mną wciąż mnie całując.
-Cholera-jęknęłam gdy jego ręce znalazły się na moim krzyżu. Przycisnął mnie do siebie. Znów pociągnęłam go za włosy. Jęknął cichutko.
-Lubisz-jak-ktoś-ci-tak-robi?-znów go pociągnęłam.
-Kurwa-warknął gdy zabrałam ręce z jego szyi i włożyłam pod koszule tuż nad pupą. Jego pocałunki pogłębiały się. Przyciskał mnie do siebie coraz mocniej. Dokładnie mogłam wyczuć jego nadmuchane jeansy. Zachichotałam mu w usta.
-Przepraszam-burknął kładąc dłonie na moich pośladkach. Zacisnął je, a ja jęknęłam cicho.
-Niall?-odsunęłam się na moment.-Czy to ma jakieś znaczenie?-zajrzałam mu w oczy.
-Jeśli nic nie czujesz to nie. Nie ma żadnego znaczenia. Ale jeśli czujesz coś. Cokolwiek to mamy problem, bo mam ochotę wziąć cię na tył i robić złe rzeczy na miliony sposobów-jego oczy błyszczały się niesamowicie. Poczułam płomienie na twarzy.
-Melodii, czy to coś dla ciebie znaczy?
Pokręciłam głową.
-Ale też nie chcesz bym mógł posmakować ciebie całej?
-Musisz mnie upić żeby mnie mieć-uśmiechnęłam się szeroko.
-Da się zrobić-odwzajemnił uśmiech.-Wolisz hotel czy mój apartament?-zaśmiałam się.
-Mówisz poważnie?
-Jeśli chodzi o to, że chciałbym się z tobą pieprzyć cały dzień i noc to tak owszem. Całkiem poważnie-uśmiechnął się nonszalancko.
-Pamiętaj, że wisisz mi drinka-uśmiechnęłam się chytrze. Blondyn roześmiał się uroczo.
-Chcesz jechać do domu?-założył kosmyk moich włosów za ucho.
-Tak. Chciałabym się przygotować do tej pseudo imprezy i pogadać z Vincentem.
Po jego ustach błąkał się uśmiech. Wyglądał tak uroczo z rozmierzwionymi włosami i lekkim uśmiechem. Oczy błyszczały mu się jak diamenty.
-Czemu tak mi się przyglądasz?-zapytał po chwili ciszy.
-Nic. Po prostu patrzę.
Horan uśmiechnął się lekko. Odwrócił się i otworzył drzwi samochodu.
-Zapraszam-wskazał ręką bym wsiadła. Tak też zrobiłam. Usiadłam wygodnie i zapięłam pas.
-Jak długo będziemy jechać?-zapytałam gdy usiadł na swoim miejscu. Niall odpalił silnik i podrapał się po głowie.
-Około godziny. Jesteśmy jakieś trzysta kilometrów od autostrady. Nie będziemy wracać, bo sytuacja mogła się pogorszyć więc pojedziemy na około-położył ręce na kierownicy i spojrzał na mnie.-I tak cię dopadnę-zauważyłam błysk w jego oku.
-Groźba czy obietnica?
Która kobieta w moim wieku nie chciałaby zostać dopadnięta przez Nialla Horana? Chyba nie ma takiej.
-Dwa w jednym, kochanie-zacisnął dłoń na moim udzie. Zagryzłam wargę reagując na jego dotyk dość niespodziewanie. Rozsunęłam delikatnie nogi. Nialler spojrzał na mnie uradowany a
za razem zdziwiony.
-Obiecuję, że będzie ci dobrze, a grożę, że nie będziesz mogła siedzieć ani tym bardziej chodzić-sunął ręką coraz wyżej.
Cholera, że akurat musiałam założyć tak krótką sukienkę.
-Bardzo ładna ta sukienka-mówił z napięciem w głosie. Włożył pod nią dłoń wodząc po wewnętrznej stronie uda, pocierając małym palcem o moją kobiecość. Westchnęłam delikatnie rozsuwając nogi bardziej co sprawiło, że materiał podciągnął się do góry.
-I te nogi-schylił się zaczął składać na moim udzie pocałunki.
-Niall-westchnęłam wplatając palce w jego włosy.-Dlaczego mi to robisz? Znamy się przecież dopiero kilka godzin.
Podniósł się i spojrzał mi w oczy.
-Ty pocałowałaś mnie pierwsza. Ty sprowokowałaś mnie do podjęcia takich działań. Ty jesteś tak kurewsko seksowna, nie ja-szeptał. Jego oddech owiewał moją twarz. Jego dłoń znalazła się przy moich majtkach.
-Niall-mruknęłam. Patrzał na moje rozchylone usta zagryzając wargę.-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym tego co ty, ale to nieodpowiedzialne. Skończy się na tym, że będziemy sypiać ze sobą w każdą wolną chwilę albo złamanym sercem-wysapałam czując jego zwinne palce.-O matko-jęknęłam gdy jego dłoń znalazła się pod materiałem.
-Jesteś taka mokra-wyszeptał poruszając palcem w górę i w dół.-Kto ci to zrobił?-spojrzał na mnie błyszczącymi w podnieceniu oczami.
-Ty!-prawie krzyknęłam gdy wsadził we mnie dwa palce.-O Chryste. To takie przyjemne-wbiłam paznokcie w jego kark.
-Przyjemnie ci?
Uczucie jego palców we mnie, doprowadzało mnie do szaleństwa. Czułam, że prędzej czy później wylądujemy na tylnym siedzeniu bądź w hotelowym łóżku.
-Chcesz żebym sprawił ci jeszcze większą przyjemność?-zapytał zachrypniętym głosem wciąż poruszając palcami.
-Nie wiem czy ci się to uda-popuściłam go. Wyciągnął dłoń. Wytarł palce w chusteczkę leżącą gdzieś na desce i odpiął mój pas.
-Do tyłu-mruknął patrząc na mnie przymrużonymi oczyma.
-Niall, ale tu chodzą ludzie-jęknęłam pełna obaw.
-Skarbie, wolisz czekać w napięciu aż dojedziemy do najbliższego hotelu? To będzie jakieś 150 kilometrów-uniósł jedną brew.
Podniosłam się i przeszłam między siedzeniami na tył wcześniej ściągnąwszy buty. Horan nacisnął jakiś guzik i wszystkie szyby w aucie pociemniały, ale mimo to wciąż było jasno. Wysiadł z samochody. Gdy znalazł się już w środku złapał mnie za kark i namiętnie pocałował.
-Usiądź mi na kolanach-wychrypiał.
-Masz taki seksowny głos gdy jesteś podniecony-zrobiłam co kazał. Usiadłam na nim okrakiem.
Złapałam jego krawat i przyciągnęłam do siebie. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem choć widziałam w jego oczach niepewność.
-Nie jestem dziewicą od czterech lat-mruknęłam. Blondyn naparł ustami na moje.
-Jesteś śliczna, mówił ci to już kiedyś?-szepnął kładąc dłoń na mojej szyi. Pokręciłam głową i spuściłam wzrok.
-Hej, maleńka-podniósł mój podbródek.-Czy powiedziałem coś nie tak?-patrzał mi w oczy.
-Nie. To nie chodzi o to.

                                                  *********************************************
Słońce grzało ciała plażowiczów, wiatr unosił latawce w górze. Przyjemny tydzień nad morzem to wspaniały pomysł na świętowanie ukończenia studiów,
-Melodii!-usłyszałam głos Vincenta.-Chodź popływać z nami!-machnął na mnie ręką. 
-Może później!-odkrzyknęłam. 
Poczekałam aż blondyn ponownie wbiegnie do wody i wróciłam do przeglądania sukien ślubnych. W pewnym momencie ktoś zasłonił słońce stając przede mną. Uniosłam głowę i włożyłam okulary we włosy.
-Przestań przeglądać te suknie. I tak w każdej będziesz wyglądała grubo-powiedział głos, który tak bardzo kochałam.
-O czym ty mówisz Don?-położyłam gazetę na kocu i wstałam. 
-Mówię, że nie potrzebnie oglądasz te cholerne suknie. I tak żadnej nie włożysz. Teraz zrozumiałaś?-mówi tak poważnie, że zaczęłam w to wierzyć.
-Rzucasz mnie?-zapytałam czując łzy pod powiekami.
-No brawo geniuszu-zaśmiał się z pogardą.-Żegnaj, Melodii-odwrócił się i odszedł. Bez słowa wyjaśnienia. Bez uczucia. Bez niczego co pomogłoby wytrzymać ten ból. Usiadłam na kocu, podciągnęłam nogi do klatki, objęłam je ramionami i zaczęłam płakać.
-Mel?-Vin podchodził do mnie z naszą koleżanką. Gdy spojrzałam na niego ruszył pędem do mnie i usiadł obok.
-Melodii, skarbie co się stało?-przytulił mnie. Mimo tego, że był mokry i zimny wtuliłam się w niego głośno szlochając.
-Poszedł sobie-wyjęczałam wstrząsana płaczem.-Zostawił mnie. Miesiąc przed ślubem-spojrzałam na niego.
-A to skurwysyn-syknął, a w głosie miał jad.-Jebany dziwkarz.
Klną na niego jak szewc. Obrażał wszystkimi wyzwiskami. Ale niestety to nie mogło opisać tego jak chujowo zachował się w stosunku do mnie. Wzięłam katalog i cisnęłam nim przed siebie. Nigdy więcej nie płakałam.

                                                       ***************************************

-Melodii?-zapytał gdy nie odzywałam się przez dłuższy czas.-Wszystko w porządku?-starł jedną, zabłąkaną łzę.
-Tak właściwie to nie, ale nie chcę o tym już nigdy więcej myśleć-zlustrowałam jego twarz wzrokiem.
-Kim on był?-spytał ni stąd ni zowąd patrząc mi w oczy.
-Nikim-szepnęłam bliska płaczu.-Był i jest nikim.
-Hej, śliczna-ujął moją twarz w swoje duże ciepłe dłonie.-Nie płacz, proszę-pocierał kciukami moje policzki.
-Pocałuj-wskazałam miejsce serca.-Boli-mówiłam dziecięcym głosem.
Niall spojrzał mi głęboko w oczy. Pocałował tam gdzie wskazałam i podniósł z powrotem na mnie wzrok. Wskazałam jeden policzek, potem drugi. Całował gdzie chciałam. Wskazałam usta. Bez wahania czule wpił się w nie kładąc dłonie na moich biodrach. Poruszyłam nimi wywołując u niego jęknięcie wprost w moje usta. Powtarzałam ruchy aż poczułam coraz większą wypukłość pod sobą.
-Szybki jesteś-mruknęłam wcześniej przygryzając jego wargę.
-Tak na mnie działasz, maleńka.
Jego dłonie przemieściły się na pośladki. Zacisnął je mocno po czym podciągnął moją sukienkę.
-Rób tak-sapnął gdy kontynuowałam swoje zajęcie.
-Patrz na mnie-rozkazałam gdy zamknął oczy.-Chcę widzieć twoje oczy.
Z trudem otworzył oczy. Gdy znów je zamknął lekko uderzyłam go w policzek.
-Za każdym razem gdy zamkniesz oczy uderzę cię w policzek-zakomunikowałam. Otworzył ciężkie powieki.-Dobry chłopczyk-pogłaskałam go po policzku. Jęczał cicho patrząc na mnie.
Zaczerwienione policzku, rozchylone wargi wydające co jakiś czas ciche jęki i mruknięcia, niebieskie oczy wpatrzone we mnie. Takie śliczne. A jednak płakały nie raz. Takie lśniące. A jednak pełno w nich cierpienie i bólu. Takie jasne, a jednak skrywają ciemność żalu.
Takie doskonałe, ale wciąż skażone, pomyślałam.
-Przepraszam-szepnął ciężko zamykając oczy i odrzucając głowę w tył. Jęknął przeciągle dochodząc pode mną. Spod zamkniętych powiek wypłynęły łzy.
-Och, nie-szepnęłam kładąc dłonie na jego policzkach.-Niall, dlaczego płaczesz?-zapytałam gdy szloch wstrząsnął jego ciałem.
-Ja nie potrafię. Nie umiem. Ja nie...-rozpłakał się głośno. Przytuliłam go do siebie mocno wplątując palce w jego włosy.
-Cśśś-pogłaskałam go po plecach.-Spokojnie-starałam się go uspokoić lecz to sprawiało, że płakał jeszcze głośniej.-Hej, piękny-odsunęłam go od siebie. Momentalnie przestał szlochać.
-Co się stało?-zapytałam ścierając łzy.
-Sam nie wiem-pociągnął nosem. Wyglądał jak mały zapłakany chłopiec. Nos miał czerwony, a oczy pełne łez.
-Czy chodzi o Louise?
Kiwnął lekko głową.
Nie mam pojęcie co się z nim stało. Być może fala doznań wraz ze wspomnieniami przytłoczyła go wywołując niewielkie załamanie. Nie wiem. Nie jestem psychologiem, ale mimo to zabolała mnie jego rozpacz.
-Niall, co mogę zrobić żebyś poczuł się lepiej?-zapytałam głaszcząc go po twarzy.
-Przytul się do mnie i po prostu bądź-szepnął zachrypniętym głosem. Zeszłam z niego usiadłam obok, położyłam nogi na jego udzie i wtuliłam się w niego.
-Dobrze? Wyszłam z wprawy-spojrzałam na niego.
-Jest okej-uśmiechnął się lekko.
-Myślałam, że okażesz mi trochę wsparcia i powiesz, że doskonale-zaśmialiśmy się.
-Jest zajebiście, okej?-objął mnie ramieniem. Jego dłoń zwisała tuż obok mojej twarzy. Splotłam nasze palce i ucałowałam wierz jego dłoni. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej wdychając jego zapach i ciesząc się spokojem.
-Twoja dłoń doskonałe pasuje do mojej-powiedział łącząc drugą dłoń z moją. Uniósł ją do ust i pocałował wewnętrzną stronę.
-Boję się, że ty też mnie zostawisz-szepnęłam patrząc na nasze dłonie leżące na moim udzie.-Nie chcę znów tak cierpieć. Nie chcę czuć tego rozrywającego bólu, samotności, żalu. Nie chcę płakać-patrzałam na niego.
-Melodii, jeśli zechcesz bym był twoim przyjacielem. Będę nim. Jeśli zechcesz bym był twoim kochankiem. Będę nim. Jeśli zechcesz bym był twoim mężczyzną. Z ogromną przyjemnością nim będę. Będę kimkolwiek zechcesz. Będę cię kochał najdelikatniej jak potrafię. Będę całował najczulej jak umiem. Będę szeptał ciche wyznanie do twojego ucha gdy będziesz siedziała otulona kocem na moich kolanach przed kominkiem. Będę dotykał twojego ciała jak piórkiem. Będę starał byś czuła się bezpieczna nawet jeśli miałbym być tylko twoim szefem. Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nikt cię nie tknie w zły sposób. Będę twoim Supermanem, a ty moją Lois Lane-szeptał patrząc mi w oczy co jakiś czas zaciskając dłoń na mojej. Jakby umacniając mnie w tym co właśnie wypłynęło z jego ust.
-Niall-westchnęłam.-Prawie się nie znamy. Jakim cudem tak bardzo pragnę być przy tobie? Dlaczego tak bardzo pragnę byś przytulał mnie w każdej wolnej chwili?
-Sam tego nie rozumiem, ale kiedy po raz pierwszy ujrzałem cię na korytarzu. Spoconą, zasapaną, czerwoną po biegu zapragnąłem cię poznać. Chciałem dowiedzieć się kim jesteś, ale później nie widziałem cię ani razu. Dopiero dziś. Po kilku tygodniach ujrzałem cię w tej cholernie seksownej sukience. Nie wiedziałem, że to z tobą będę pracował. Nie wiedziałem, że to będzie takie ciężkie trzymać się od ciebie z daleka. Zaplanowałem sobie, że cię nie tknę. Nie sprowokuję. Myślałem, że mi się uda ale wtedy ty podeszłaś do tego kelnera, pełna wdzięku i seksapilu. Byłaś taka pewna siebie. Proszę, powiedz że rozumiesz-puścił moją jedną dłoń i położył ją na moim policzku.
-Rozumiem Niall, ale chciałabym cię prosić o jedno-urwałam sprawdzając czy mnie słucha. Mrugnął na mnie więc kontynuowałam:
-Nim znów dojdzie do takiej sytuacji poznamy się na wskroś i upewnimy że nie będzie bolało nas bycie razem, dobrze?
-Cokolwiek zechcesz, piękna.
Otworzyłam usta by coś jeszcze powiedzieć.
-Zamknij się już gaduło-skutecznie zamknął moje usta swoimi.-Musimy popracować nad tym twoim gadaniem-cmoknął mnie jeszcze raz w usta.
-Nad tobą też musimy popracować. Byś nie był tak brutalny-przeczesałam jego włosy. Uśmiechnął się do mnie szeroko. Tak pięknie i szczerze, że nie mogłam powstrzymać swojego uśmiechu.
-Pięknie się uśmiechasz.
-Wyjąłeś mi to z usta-zaśmiałam się delikatnie uderzając do w pierś.
-Jesteś pewna, że tylko to?-poruszył zabawnie brwiami.
-Zboczuch.
Znów pocałował mnie kładąc na plecach.
To będzie ciekawe doświadczenie.

                                                                       CZYTASZ=KOM!!!

poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 2 "I don't understand you"

-Odwiozę cię, co ty na to?-zapytałem gdy Melodii wstawała od biurka.
Wszystkie papiery podpisane. Jeszcze tylko trzeba uporządkować grafik spotkań na ten tydzień, ale nie będę jej tym zamęczał.
-Dziękuję, ale mam jeszcze coś do załatwienia-uśmiechnęła się do mnie.-No dobrze, więc do zobaczenia-odwróciła się i ruszyła do wyjścia.
Dat smile dough :)
-Nie zapomnij przynieść mi rano kawy-spojrzała na mnie przez ramię i zaśmiała się.
-Dobrze szefie. Kawa będzie na pana czekała zanim jeszcze zdąży pan wejść do budynku.
Wyszła pozostawiając echo odbijające się od szyb. Nim zdążyła zniknąć mi z pola widzenia przypatrzyłem jej się uważnie. Kulała na lewą nogę, ale starała się tego nie pokazywać. Jej

biodra kołysały się z gracją. Włosy połyskiwały w kontakcie ze światłem. Gdy tak się jej przyglądałem stanęła przy schodach i ściągnęła szpilki. Zaśmiałem się pod nosem. Po chwili odwróciła się z powrotem w stronę gabinetu. Weszła do niego powoli przyglądając mi się uważnie. Uśmiechnąłem się lekko i zasunąłem krzesło. Wzruszyłem tylko ramionami i również schowałem swoje papiery do aktówki.
-Nie masz może lodu w sprayu albo czegoś zimnego?-zapytała siadając na krześle po drugiej stronie.
-Nie mam lodu, ale w lodówce mam zimne whisky-zaśmiała się głośno.
-A piwo masz?-kiwnąłem głową i podszedłem do małej lodówki. Wyciągnąłem puszkę i podałem ją dziewczynie. Przyłożyła ją do kolana, które jej opatrzyłem i zamknęła oczy opierając się na krześle.
-Bardzo boli?-oparłem się o biurko naprzeciwko niej. Kiwnęła tylko o jej twarz wykrzywił ból.
-Ten upadek był bolesny to prawda, ale nie sądziłem, że stłuczesz sobie kolano-włożyłem ręce do kieszeni. Odchyliła głowę i wzięła głęboki oddech.
-Może jednak cię odwiozę?-położyłem rękę na jej ramieniu. Spojrzała na mnie i zarumieniła się. Uśmiechnąłem się i potarłem jej ramię.
-Chyba się skuszę-spuściła głowę. Znów ją zawstydziłem.
-Dlaczego tak łatwo cię zawstydzam Mel?-uniosłem jedną brew. Westchnęła głośno i spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
-Twoja pewność siebie. Mówisz o wszystkim z taką łatwością. Poza tym niektóre twoje spojrzenia onieśmielają-zaczęła stukać paznokciem  w puszkę nie patrząc na mnie. Roześmiałem się cicho.
-O rany. Tego jeszcze nie słyszałem. Mówili mi już, że jesteś śmiały i bezwzględny, ale o mojej pewności siebie jeszcze nie miałem okazji słyszeć-próbowałem opanować śmiech, ale to było trudniejsze niż myślałem.


-Skarbie, gdyby nie ta pewność siebie nie siedziałabyś teraz na tym krześle z umową o pracę w torebce-dotknąłem jej policzka. Jej oczy były najśliczniejszymi oczami jakie kiedykolwiek widziałem. Patrzałem jej w oczy tak długo aż nie spuściła ponownie wzroku.
-Tak łatwo jest cię rozgryźć, ale wciąż nie wiem o czym myślisz. Wiem skąd wynikają niektóre z twoich zachować, ale myśli nigdy nie odgadnę-głaskałem jej policzek kciukiem.
-Lepiej żebyś nie wiedział-pokręciła głową.-Przestraszyłbyś się-wzruszyła ramionami. Zbliżyłem swoją twarz do jej. Wstrzymała natychmiast oddech.
-Oj uwierz, że chciałbym, Mel-wyszeptałem do niej wciąż patrząc jej w oczy. Kątem oka widziałem jak zaciska uda.
Trochę się z nią pobawię, pomyślałem patrząc na jej usta.
Wyprostowałem się i ponownie oparłem o biurko.
-Cholera-burknęła stawiając puszkę na blat.-Jesteś niemożliwy Niall-pokręciła głową i wstała. Roześmiałem się głośno.
-Miałaś nadzieję, że zrobię coś więcej?-zapytałem podchodząc do niej. Cofnęła się o krok mierząc mnie wzrok.
-To była naturalna reakcja-jąkała się i cofnęła się jeszcze o krok. Podszedłem do niej szybkim krokiem złapałem jej ręce i przygwoździłem ją do szyby swoim ciałem. Przyłożyłem usta do jej ucha.
-Chciałaś żebym cię pocałował?-szepnąłem krzyżując jej ręce nad głową. Kiwnęła głową przełykając głośno ślinę.
-Wciąż chcesz żebym to zrobił?-starałem się zachować stalowe nerwy. Skinęła prawie niedostrzeżenie.- Powiedz coś-mruknąłem.



                                                                             ~*~

-Powiedz coś-poczułam jego oddech na szyi.
-Niall-jęknęłam czując jego usta na szczęce.-Proszę ni-nie rób ni-nic głu-piego-jąkałam się gdy jego wargi penetrowały skórkę za moim uchem.
-Uważasz, że jeżeli cię pocałuję to będzie głupie?-szeptał mi do ucha przyciskając jeszcze mocniej do ściany.
W myślach modliłam się żeby to nie był sen. Nie chciałam żeby nagle zniknął zostawiając mnie w tym stanie. Przez jego usta nie byłam w stanie dobrze oddychać. Moja klatka podnosiła się i opadała coraz szybciej. Z każdym kolejnym słowem. Z każdym kolejnym oddechem. Z każdym kolejnym pocałunkiem na szyi.
-Tak jakby-tyle udało mi się wykrztusić.
-A co stałoby się gdybym jednak zrobił coś głupiego?-puścił jedną moją rękę, a potem drugą i położył dłonie na moich biodrach. Chciałam położyć ręce na jego karku i przyciągnąć siebie, ale kompletnie ich nie czułam. Nie czułam nic poza jego oddechem i wargami.
-Byłaby to najdziwniejsza współpraca w historii dziwnych współprac- wyszeptałam

odchylając głowę by dać mu lepszy dostęp, ale on oderwał się i spojrzał na mnie. Patrzał mi głęboko w oczy. Czułam jakby wchodził mi do mózgu i odkrywał przeróżne ciekawostki.
-Chcesz żebym cię pocałował-stwierdził nagle. Nie wiedziałam co robić.
Po chwili jego dłonie wylądowały na mojej twarzy. Podniosłam ręce by złapać go w talii, ale warknął jak pies broniący miski.
-Łapki przy sobie-powiedział patrząc na mnie i przenikając do mojego mózgu.
-Czuję dyskomfort-szepnęłam. Odsunął się ode mnie i poprawił marynarkę. Wzięłam głęboki oddech. Spojrzałam na niego, a on wciąż mi się przyglądał.
-Przepraszam-spuścił ostatecznie wzrok, odwrócił się do mnie plecami i chwytając teczkę podjął się wyjścia z gabinetu. Czekał na mnie trzymając za klamkę gdy stał na korytarzu. Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam nie patrząc na niego. Stanęłam przy schodach czekając aż zamknie drzwi i do mnie dołączy.
-To było co najmniej dziwne, ale nie musiałeś przepraszać. Nic takiego się nie stało-powiedziałam gdy schodziliśmy w dół.
-Do widzenia panie Horan-dziewczyna w recepcji skinęła głową gdy przechodziliśmy.
-Megan, daj mi proszę tę przesyłkę-Niall podszedł do jej biurka i oparł o nie dłonie. Wpatrywałam się w jego plecy. Marynarka opinała się na łopatkach gdy się pochylał.
-Cholera-mruknęłam gdy spojrzał na mnie przez ramię uśmiechając się lekko.
Nie patrz się tak na niego, skarciłam się w myśli.
-Dziękuję kochana i przepraszam za ten wredny sposób w jaki ci poprzednio odpowiedziałem-chwycił jej dłoń i ucałował. Brunetka zaczęła nerwowo chichotać.
Gdy chwytał jej rękę zapragnęłam być na jej miejscu. Odwrócił się i ruszył w moją stronę. Zdążył już włożyć przesyłkę do aktówki.
-Chodź-mruknął nie patrząc na mnie.
Westchnęłam zrezygnowana. Czy ja powiedziałam coś nie tak? Gdy wsiedliśmy do jego auta wciąż nie odezwał się do mnie słowem ani nie spojrzał na mnie.
-Nialler o co chodzi?-położyłam dłoń na jego ramieniu. Był wyraźnie przygnębiony. Moje pytanie wleciało jednym uchem, a wyleciało drugim. Pokręciłam głową i usiadłam prosto krzyżując ręce na piersi. Przez połowę drogi żadne z nas nie odezwało się ani raz.
-Gniewasz się na mnie?-zapytałam chcąc zrozumieć dlaczego jest przygnębiony.-Niall proszę powiedz mi-położyłam dłoń na jego, która spoczywała na kierownicy. Zacisnął mocniej palce i westchnął głośno. Nie odpuszczę tak łatwo, pomyślałam gładząc jego kostki kciukiem. Spojrzał na nasz dłonie i strząsnął moją przerzucając biegi.
-Nie wiem o co ci do cholery chodzi, ale wolę jak gadasz o byle gównie niż jesteś przygnębiony choć znam cię od kilku zasranych godzin-odezwałam się choć nie chciałam by zabrzmiało to tak ostro. Blondyn pokręcił głową i westchnął smutno.
-Nie zrozumiesz-powiedział cicho.-Nie chcę żebyś rozumiała. Jesteś tylko moją sekretarką. To co mi jest kompletnie nie powinno cię obchodzić. Nie powinny cię obchodzić problemy szefa-mówił wciąż patrząc na jezdnie.
-Nie obchodzi mnie życie mojego szefa, a sąsiada którego chciałabym lepiej poznać-
wypaliłam w końcu.
Spojrzał na mnie smutnymi oczami i zacisnął dłonie na kierownic z taką siła, że kostki mu pobielały.
-Kiedyś ci powiem, ale jeszcze nie teraz Melodii-stanął w korku. Przed nami stał samochód tej samej marki co mój. I był tego samego koloru. Błękit morza i białe paski na klapie bagażnika.
Mel, przestań myśleć o samochodzie, do cholery! Pomyśl o tym jak z niego to wyciągnąć, upomniała mnie podświadomość.
Odpięłam swój pas podniosłam się i pocałowałam go w policzek po czym usiadłam na tylnej kanapie by móc widzieć jego oczy. Te śliczne błękitne tęczówki skrywające ogromną tajemnicę.
-Zrobisz coś dla mnie?-zapytał gdy wyciągałam z torebki dokumenty.
-Jasne-spojrzałam na niego w lusterku.
-Możesz robić tak jeszcze raz?-wychrypiał jakby z trudem. Wychyliłam się i ponownie ucałowałam jego policzek tylko tym razem nieco dłużej przytrzymałam wargi przy jego twarzy wdychając zapach jego skóry. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i wyciągnęłam numery rejestracyjne. Przyjrzałam się im, a potem tablicy samochodu przed nami. To mój samochód, pomyślałam zdezorientowana.
-Czy to twój samochód?
-Tak-mruknęłam nie rozumiejąc całej tej sytuacji. Starałam się rozpoznać osobę siedzącą za kierownicą.
-A to gnojek-bąknęłam wyciągając telefon.-Czy ciebie do reszty popierdoliło?!-wydarłam się w chłopaka za kierownicą MOJEGO samochodu.
-Cześć Melodii. U mnie wszystko w porządku, a u ciebie?-mówił z sarkazmem.
-Kto ci pozwolił głąbie odebrać mój samochód do cholery?!-zabijałam go wzrokiem gdy tylko spojrzał w lusterko.-Nie masz prawa jazdy i dokumentów. Vin aż tak bardzo ci się nudziło?-traciłam cierpliwość do wszystkiego.
-Myślałem, że nie zdążysz po niego pojechać więc chciałem... chciałem żebyś miała to z głowy. Chciałem coś dla ciebie zrobić-mówił z udawanym smutkiem. Standardowe zagranie Vincenta żeby mu się upiekło.
-Zabrali ci prawo jazdy, bo prowadziłeś auto mojego ojca po pijaku. Skąd mogę wiedzieć, że teraz nie jesteś wstawiony?-otworzyłam drzwi i wysiadłam z auta. A raczej wyleciałam. Podeszłam do swojego samochodu, otworzyłam drzwi od strony kierowcy i wytargałam Vina za koszulę.
-Jesteś głupi-mruknęłam prowadząc go do SUV-a Nialla.-Pozwolisz, że go tu zostawię, bo jeżeli miałabym z nim jechać to chyba nie wróciłby cały, lecz w kawałkach-spojrzałam na blondyna. Uśmiechnął się lekko i kiwnął głową.
-Jasne Mel. Odwiozę go do domu-położył dłoń na mojej gdy jeszcze trzymałam jedną na drzwiach od kierowcy.-Dziękuję za to co dla mnie zrobiłaś-wyszeptał tak cicho, że tylko ja mogłam to usłyszeć.-Na prawdę kiedyś ci powiem o co chodzi-pogłaskał mnie po policzku.
Chciałam wtulić twarz w jego dłoń.
-Chętnie to powtórzę jeśli to pozwoli ci pozbyć się przygnębienia-cmoknęłam go w policzek.-Pamiętaj dziś o moim drinku-uśmiechnęłam się szeroko.
-Jak mógłbym zapomnieć? Przypominasz mi o tym już dziesiąty raz-wychylił się przez okno i puścił mi oczko. 

Wsiadłam do swojego samochodu i wciąż stojąc w korku zastanawiałam się dlaczego Niall jest taki zmienny. Raz czarujący i męski. Potem staje się napalonym mustangiem, a za chwilę nie odzywa się słowem i jest smutny. Chyba nigdy go nie zrozumiem.
Korek robił się coraz dłuższy i nie przesuwał się nawet o milimetr. Ludzie wychodzili ze swoich aut klnąc na skwar i przyczynę tego sznura aut. Wzięłam telefon i również wysiadłam. Oparłam się o drzwi i wykręciłam numer mojego mechanika. Czekając na odpowiedź spojrzałam w stronę samochodu Nialla. Przyglądał mi się uważnie. Poczułam jak na moje policzki wpełza czerwony jak krew rumieniec więc tylko zagryzłam wargę i spuściłam głowę.
-Halo?-usłyszałam w końcu.
-Jack do jasnej cholery dlaczego dałeś Vinowi mój samochód?-wycedziłam przez zęby próbując zachować spokój.
-Powiedział, że go o to poprosiłaś. Dlaczego się na mnie wkurwiasz?-mówił pretensjonalnym tonem.
-Bo nie ma prawa jazdy, a wszystkie dokumenty mam ja-prawie wykrzyczałam. 
-Skąd mogłem wiedzieć, że nie ma prawka?-oburzył się. Westchnęłam głośno przyciskając nasadę nosa dwoma palcami. 
-Dobra. Okej. Przepraszam. Nie powinnam była się tak unosić, ale pamiętaj proszę żeby mu nigdy więcej nie dawać żadnego auta, dobrze?-zapytałam czując jak powietrze ze mnie uchodzi.
-Nie ma sprawy. Po prostu musisz wyluzować.
-Wiem-westchnęłam.-Do zobaczenia Jack-rozłączyłam się. Oparłam się o samochód całym ciężarem ciała. Schowałam twarz w dłonie. 
To wszystko mnie trochę przerosło. Troska o nieokrzesanego przyjaciela, dziwne zachowanie Nialla. Jego spojrzenia, dotyk. Ugh, moje ciało tak żałośnie potrzebuje uczuć. Potrzebuje tylko żeby ktoś je przytulił. Nie wiedząc czemu poczułam łzy pojawiające się pod zaciśniętymi wciąż powiekami. To nie łzy smutku czy rozpaczy lecz zmęczenia. Po przeprowadzce do Londynu nie udało mi się ani razu przesiedzieć cały dzień na kanapie czytając książkę. Dzień w dzień latałam z miejsca na miejsce załatwiając wszystko co związane z mieszaniem. W międzyczasie jeździłam na rozmowy o pracę, ale nikt nie raczył się odezwać ponownie. Vincent nie miał czasu dopracowując projekt swojej pracowni w centrum. 
Jedna nieszczęsna łza spłynęła po moim poliku, a wraz z nią to zmęczenie, które odczuwam od kilku miesięcy. Jestem zmęczona. Chcę się położyć spać. 

~*~

Patrzałem na nią jak rozmawia przez telefon. Na jej twarzy widniało zdenerwowanie. Po krótkiej rozmowie schowała telefon do kieszeni. Skryła twarz w dłoniach.
-Coś jej jest?-zapytałem niepewnie Vincenta wciąż na nią patrząc. 
-Musi być zmęczona. Od kilku miesięcy zapierdala na pełnych obrotach. Musiała skończyć wszystkie zajęcia z dobrymi stopniami potem pomagała mi z pracownią. Jeszcze biegała i załatwiała wszystko z mieszkaniem i miała kilkanaście rozmów o pracę, lecz nikt się nie odezwał w określonym czasie.
Mówił z przejęciem. Widziałem jak ociera policzek. Płacze. 
-Czy ona często płacze?-odpiąłem pas.
-Ostatni raz płakała gdy nie jej babcia umarła. Czyli jakieś sześć lat temu. To jest silna dziewczyna choć nieco nieśmiała i naiwna. Trzyma nerwy na wodzy i nie pokazuje gdy się czegoś boi lub jest przygnębiona. Mel jest bardzo skryta i to mnie nieźle wpienia. Gdy jest smutna siadam koło niej i chcę się spytać co się stało, ona zbywa mnie wychodząc do drugiego pokoju. Nie podoba mi się to. Boję się, że kiedyś stanie się coś gorszego. Że zamknie się w sobie na dobre-mówił patrząc na nią z troską. Kiwałem tylko głową wsłuchując się w każde jego słowo.
-Poczekaj tu-rzuciłem wysiadając z auta. Podszedłem do niej i pierwsze co zrobiłem to mocno ją przytuliłem. Wtuliła się we mnie. Usłyszałem ciche szlochanie.
-Melodii-spojrzała na mnie zapłakana.-Nie musisz ukrywać tego co czujesz. Nie musisz zamykać swoich obaw i problemów w sobie-ująłem jej twarz w dłonie.-Vincent się o ciebie martwi. Skoro jest twoim przyjacielem powinnaś mu powiedzieć co cię gryzie-patrzałem jej w oczy. Zaszlochała i ponownie wtuliła się w moją klatkę. 
-Ja po prostu potrzebuję trochę troski i odpoczynku-wyszeptała.-Chciałabym położyć się spać.
Pocałowałem ją czubek głowy nie wiedząc co mną kieruje. To jest chyba naturalne prawda? Podniosła głowę opierając brodę na mojej piersi.
-Dlaczego jesteś taki zmienny?-zapytała szeptem.-Nie rozumiem cię, a bardzo bym chciała-pociągnęła nosem. 
-To jest właśnie popieprzone-pogłaskałem ją po plecach.-Zadzwonię po Mike i Paula. Przywiozą inne auto, zamienimy się z nimi żebyśmy my mogli pojechać inna stroną. Odwiozą Vina do domu-wyciągnąłem telefon.-Poczekaj moment-wypuściłem ją z objęć i odszedłem kawałek. Tak miło było czuć jej drobne ciało w swoich ramionach. 
-Tak szefie?-usłyszałem niski męski głos w słuchawce co wyrwało mnie z rozmyślań.
-Mike przywieźcie z Paulem auto. Potrzebuję zabrać pewną młodą damę w odludne miejsce by mogła odpocząć-spojrzałem na nią przez ramie. Otulała się ramionami jakby było jej zimno choć powietrze osiągnęło temperaturę zbyt wysoką jak na Londyn. 
-Dobrze, szefie. Auto będzie czekało na parkingu przy zjeździe na autostradę-oświadczył i rozłączył się. Podszedłem z powrotem do Mel i znowuż się do mnie przytuliła. Wszystkie mięśnie się napięły gdy jej dłonie odszukały dołu pleców. Cholera, zaklnąłem w myśli. Zapomniałem już, że to ten wrażliwy punkt, o którym nikt nie wie. Przy każdym dotyku w tym miejscu spinam się i drętwieję. 
-Przepraszam-odsunęła się ode mnie i spuściła głowę.-Nie powinnam była-szepnęła.
-Nie szkodzi. W pełni rozumiem twoją potrzebę poczucia bezpieczeństwa i czułości-wychrypiałem patrząc na jej czerwone policzki.-Dobrze się czujesz?-przyłożyłem dłoń do jej czoła. Była rozpalona. 
-Masz gorączkę-sprostowałem dotykając jej policzka wierzchem palców. Wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki jej samochodu i zamknąłem okno. Objąłem ją ramieniem i ruszyliśmy w stronę mojego auta. Otworzyłem drzwi i rzuciłem kluczyki Melodii Vincentowi. 
-Wsiadaj do auta i jedź do domu-spojrzałem na szur aut przed nami.-Albo stój póki co w tym korku-zaśmiał się.-Muszę ją stąd zabrać. Ma gorączkę. Poczekaj aż dwóch facetów w czarnych koszulkach lub garniturach przyjdą i wsiądą do mojego auta. Masz nic nie nabroić i jechać ostrożnie tak żeby cię nie złapali, rozumiemy się?-kiwnął głową z chytrym uśmiechem.-Jeśli dowiem się, że cię zatrzymali bądź stało się coś z autem obiecuje ci nie zamierzamy ci ratować dupy, okej? Musisz trochę zmądrzeć co do prowadzenia-zamknąłem drzwi i spojrzałem na niego.-Uważaj na siebie i podaj jej torebkę-kiwnąłem głową na tylne siedzenie. Sięgnął po nią i podał przez otwarte okno.
-Panie Horan auto już stoi-usłyszałem Paula za swoimi plecami. Heart podskoczyła wystraszona
-Daleko?-odwróciłem się w jego stronę zarzucając torebkę Melodii na ramię. 
-Jakieś trzy, cztery auta nie więcej-założył czarne okulary na czubek łysej głowy. 
-Które wzięliście?
-Alfa. Chcieliśmy żeby było jak najszybciej-odrzekł.
-Dobrze. Zawieźcie SUV-a do garażu i dopilnujcie by dzieciak dotarł cały i zdrowy do domu-podaliśmy sobie ręce. Paul z Mikem wsiedli do auta, Vin wielce uradowany prawie pobiegł do Forda. 
-Chodź, mała-szepnąłem jej na ucho i ruszyliśmy do wyznaczonego miejsca.
Minęliśmy kilka aut i dotarliśmy do błyszczącej białej Alfy. Moje maleństwo, pomyślałem uśmiechając się pod nosem gdy siadłem za kierownicą. 
-Dawno się nie widzieliśmy-wyszeptałem licząc na to, że dziewczyna nie usłyszy jednak było inaczej. Wybuchnęła głośnym śmiechem.
-Co cię tak śmieszy?-spytałem udając, że nie wiem o co chodzi.
-Jesteś chory. Rozmawiasz ze swoim autem-klasnęła w dłonie i roześmiała się jeszcze głośniej. 
Odpaliłem samochód. Cichy warkot był jak miód dla moich uszu. Pogłaskałem kierownicę.
-Właśnie dowiedziałam się kolejnego faktu o swoim nowym szefie-wyciągnęła z torebki mały, niebieski notesik i długopis.-Pan Niall Horan rozmawia ze swoim autem i traktuje je jak człowieka-zapisała na ostatniej stronie. Roześmiałem się cicho. 
-Już ci lepiej?-zapytałem kładąc dłoń na jej udzie. Blondynka wstrzymała gwałtownie oddech i znieruchomiała.
-Tak-wychrypiała mrugając szybko. Odchrząknęła kręcąc głowę.
-Na pewno? Wciąż jesteś blada i masz wypieki. Może zabiorę cię do lekarza?-przyglądałem jej się uważnie. 
-Nie musisz. Wystarczy mi tylko kilka godzin snu i będę gotowa na mojego drinka-uśmiechnęła się lekko.
-Nie odpuścisz, prawda?-zacisnąłem dłoń na jej udzie powodując tym coraz ciemniejsze wypieki.
-Nie panie Horan-wyszeptała zbliżając swoją twarz do mojej.-Nic z tych rzeczy. Obietnica to obietnica-jej oddech owiał moją twarz. Byłem przekonany, że mnie pocałuje, ale ona położyła swoją dłoń na mojej, która spoczywała na jej nodze i przeniosła ją na kierownice.
-Jedźmy już-szepnęła mi do ucha po czym odsunęła się i wygodnie rozsiadła w fotelu.

Okay guys! This is it! Mam nadzieję, że Wam się podobał rozdział :) Może nie jest jakiś super mega wyjebisty (wybaczcie mi te wulgaryzmy), ale staram się jak mogę by to opowiadanie było jak najlepsze, ale z powodu iż nie mam wsparcia żadnej osoby z tych co to niby "czytają" nie wiem co powinnam zmienić. Nie chce mi się już pisać, że bardzo mi zależy na komentarzach, bo po co? I tak rzadko kto czyta to co jest na końcu. Dobra w każdym bądź razie. I hope you enjoy it and leave me a comments down below. (Tak wiem troszkę za dużo Jutuba :D ) Lova ya! See ya! Byeeee! ♥♥

CZYTASZ=KOMETUJESZ!!!

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 1 "New Boss"

Rozprostowałam białą sukienkę. Każdy tak się stresuje przed rozmową o prace? Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Poprawiłam fryzurę i odwróciłam się w stronę przyjaciela.
-Wyglądasz nieziemsko-podszedł do mnie.-Nie denerwuj się tak kochana. Dostaniesz tę pracę-uścisnął mnie mocno. Z Vincentem przyjaźnię się już pięć lat i wciąż nie mam go dość. Poznaliśmy się podczas integracji naszego uniwersytetu. Vin był jedynym chłopakiem z drugiego roku, który uczęszczał na zajęcia z pisania pierwszego roku. Twierdził iż z pierwszakami jest się lepiej dogadać i są mniej irytujący. Spotykaliśmy się zawsze przed zajęciami żeby pójść na kawę.
-To na szczęście-założył mi na nadgarstek bransoletkę z kolorowych nitek splecionych w ładny wzór.
-Dziękuję, Vin-przytuliłam go mocno nie puszczając przez jakiś czas.
-No już. Puść mnie przylepo i leć na spotkanie-odsunął mnie od siebie, wręczył torebkę i zaczął pchać w stronę wyjść z naszego mieszkania. Wypchnął mnie za drzwi.
-Powodzenia, mała-posłał mi buziaka i pośpiesznie zamknął wrota. Oparłam czoło o twardą powłokę i westchnęłam głośno. Ruszyłam do windy. Nacisnęłam guzik i stukałam obcasem szpilki czekając na to psujące się cholerstwo. Usłyszałam kroki z głębi drugiego korytarza. Stanął koło mnie mężczyzna w szarej marynarce. Włosy miał idealnie ułożone na żel. Czarne jeansy współgrały z niebieską koszulą z rozpiętym pierwszym guzikiem.
-Dzień dobry-uśmiechnął się. Odwróciłam wzrok zagryzając wargę. 
Czy on tu mieszka? Nie to nie możliwe. Wygląda na zbyt bogatego jak na taki apartamentowiec. Mieszkania tu nie są tani, ale też nie kosztują miliony.
Spojrzałam na niego jeszcze raz. Sprawdzał godzinę na błyszczącym zegarku firmy Rolex, a w lewej dłoni trzymał czarną skórzaną teczkę. Znów posłał mi uśmiech. Kolana się pode mną ugięły. Podparłam się ściany.
-Dobrze się pani czuje?-położył rękę na moim ramieniu. Przeszedł mnie dreszcz. Kiwnęłam głową i wzięłam głęboki oddech. Nie rozumiałam dlaczego jego spojrzenie i dotyk tak na mnie działa. 
-Tak. Nic mi nie jest-wyprostowałam się. Drzwi windy otworzyły się. Seksowny Nieznajomy stał jak stał i patrzał na mnie błękitnymi oczami. Weszłam do środka, a on zaraz za mną. Czułam jego wzrok na swoich plecach.
Mogłam założyć inną sukienkę, wywróciłam oczami. Ta była zdecydowanie zbyt krótka na
tak ważne spotkanie.
Toczyliśmy się w dół powolnym tempem.
-Przepraszam-zwróciłam twarz w jego stronę.-Wie pan która godzina?
Przez te całe trzy sekundy gdy podnosił rękę by sprawdzić na zegarku modliłam się bym miała jeszcze dużo czasu.
-Piętnaście po dziesiątej-uśmiechnął się lekko.
-Dziękuję-szepnęłam bliska zawału. Przeczesał palcami blond grzywkę, a ja wpatrywałam się w jego zgrabne i pełne gracji ruchy. Ile może być tej cholernej elegancji w jednym człowieku? 
-Śpieszy się pani gdzieś?-znów położył dłoń na moim ramieniu przywołując mnie tym do rzeczywistości. Poczułam przepływ prądu w miejscu gdy jego palce zetknęły się z moją skórą.
-Na rozmowę o pracę-spuściłam wzrok na swoje splecione dłonie.
-Mogę panię podwieźć jeżeli się pani zgodzi.
Stał na tyle blisko, że gdy mówił czułam jego oddech na twarzy. Patrzał na mnie wyczekująco. 
-Dobrze-skinęłam i wypuściłam powietrze nosem. Nie spostrzegłam się kiedy wstrzymałam oddech. Winda zatrzymała się, a Seksowny Nieznajomy ponownie przepuścił mnie w drzwiach gdy się otworzyły.
-Auto stoi przed budynkiem-szedł blisko mnie przez co, co jakiś czas czułam gładki materiał marynarki na ramieniu.Wyszliśmy przed budynek.
-Witam panie Horan, pani Heart-odźwierny ściągnął kapelusz uśmiechając się do nas. A więc pan Seksowny Nieznajomy ma na nazwisko Horan. Chwila. Horan?! Zagryzłam wargę próbując uspokoić myśli biegnące we wszystkie strony świata.
-Em-stanęłam w połowie drogi.-Pan Niall Horan?-zapytałam niepewnie.
-Tak. To ja.
-Melodii-wyciągnęłam rękę. Chwycił ją z wahaniem.-Właśnie jestem spóźniona na rozmowę o pracę w pana wydawnictwie-wyjaśniłam.
Roześmiał się głośno.Próbowałam uśmiechnąć się, ale sądząc po roześmianych oczach pana Horana nie wyszło najlepiej.
-Miło cię poznać, Melodii-uśmiechnął się szeroko.-Będę mógł z tobą porozmawiać podczas drogi do wydawnictwa-ruszył do auta. Otworzył drzwi od strony pasażera i zachęcił mnie ruchem ręki bym wsiadła. Nogi mi drżały. Denerwowałam się jak cholera. Chwiejnym krokiem podeszłam do nowoczesnego SUVa.
-Nie się stresuj się tak. Ja nie gryzę-usiadł za kierownicą. Zapięłam pas i starałam się odprężyć. W samochodzie unosił się zapach męskich perfum i sportowego żelu pod prysznic.
Przez całą drogę pan Horan zadawał mi mnóstwo pytań na temat uniwersytetu, kierunku, który studiowałam oraz dodatkowych kursów i zajęć. Gdy rozmowa zeszła na tematy Vincenta, naszej przyjaźni i mieszkania razem czułam jak całe napięcie ze mnie schodzi.
-Jest strasznym bałaganiarzem. Nie sprząta po sobie i trzeba za nim chodzić z mopem-opowiadałam.
Mój towarzysz co chwila wybuchał śmiechem gdy opowiadałam mu o naszych wakacjach na Krecie ufundowanych przez rodziców Vina.
-Melodii-spojrzał na mnie gdy stanęliśmy na światłach.-Będziesz moją najlepszą asystentką-mrugnął i ruszył dalej. Był tak skupiony na drodze, że mogłam spokojnie podziwiać rysy jego twarzy. Był chyba najprzystojniejszym mężczyzną jakiego spotkałam po przeprowadzce do Londynu. Zaciskał dłonie na kierownicy aż kostki mu zbielały.
-Proszę się tak na mnie nie patrzeć. To rozprasza-mruknął patrząc przed siebie.
-Przepraszam-bąknęłam i odwróciłam wzrok na widok za oknem. Spojrzałam na niego kątem oka. Kąciki jego ust były nieco uniesione.
-Wciąż się pani na mnie patrzy?-odwrócił do mnie głowę. Pod wpływem tego spojrzenia chciałam się gdzieś schować. Poczułam jak na moją twarz wpełza rumieniec.
-Zawstydziłem panią?-dotknął mojego uda łapiąc za drążek automatycznej skrzyni biegów. Ukryłam twarz w dłoniach. Modliłam się by ziemia się rozstąpiła i zabrała mnie ze sobą. 
-Nie masz się czego wstydzić Melodii-złapał za mój nadgarstek. Zabrałam ręce. Spojrzałam na niego, a on uśmiechał się do mnie rozbawiony. 
-Co pana tak śmieszy?-zapytałam oburzona. 
-Zabawnie się pani zawstydza-zaśmiał się i odpiął pas.-Jesteśmy na miejscu-wysiadł, obszedł samochód i otworzył mi drzwi. Odpięłam swój pas i przewiesiłam torebkę przez ramię. Wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją i wysiadłam. Jakby tego było mało potknęłam się o krawężniki i wylądowałam na czworaka. Podniosłam się szybko i otrzepałam kolana i dłonie, i ruszyłam do wejść. Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramie. Odwróciłam się.
-Nic ci nie jest?-miał ściągnięte brwi i mrużył oczy.
-Wszystko dobrze-skłamałam. Kolana piekło mnie jak cholera i czułam jak wzdłuż piszczela spływa mi krew. Horan zgiął się i spojrzał na moje nogi.
-Mam w gabinecie apteczkę-złapał mnie za rękę.-Chodź-pociągnął za sobą. Szłam za nim starając się nie patrzeć na boki. Czułam na sobie wzrok wszystkich ludzi w holu. 
-Dzień dobry panie prezesie-przywitała się kobieta z recepcji wstając z miejsca. Mężczyzna stojący przy windzie skinął głową gdy przechodziliśmy obok. 
-Czy wszyscy tak tu pana witają?-zapytałam gdy wchodziliśmy po schodach. Biuro mojego nowego szefa znajduje się na pierwszym piętrze. Puścił moją rękę by wyciągnąć klucz. Otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. Pomieszczenie było oszklone. Jak akwarium. Na środku pokoju stało duże mahoniowe biurko, a za nim rozciągał się widok jeziora. Ten budynek jest granicą między światem szarości i pośpiechu, a światem koloru i swobody. Stałam przed biurkiem onieśmielona tym widokiem. 
-Usiądź proszę-wskazał na głęboki fotel w sam raz dla prezesa. Spojrzałam na niego. Wyciągał apteczkę z szafki pod ścianą. 
-No siadaj-pociągnął mnie w stronę fotela.-Pokaż mi to kolano-uśmiechnął i klęknął przede mną. Usiadłam zrezygnowana. Chyba gorzej nie można zacząć pracy. Patrzałam na każdy jego ruch. Nalał wody utlenionej na wacik i wytarł zaschniętą krew. 
-Tylko nie krzycz-powiedział przykładając go do zdartego kolana. 
-Cholera-warknęłam. Zamknęłam oczy i złapałam za podłokietniki. Spojrzałam na korytarz. Starsza kobieta wyglądająca na sprzątaczkę patrzała na mnie z przerażeniem w oczach. Odwróciłam głowę speszona. 
-Poczekaj-wstał i wyciągnął z apteczki plaster.-Będzie ci pasował do sukienki-uśmiechnął się i przykleił go na ranę.
-Dziękuję panie Horan-oglądnęłam jego dzieło i wstałam.
-Proszę, mów mi Niall. Jesteśmy sąsiadami-wyciągnął do mnie rękę.
-Dobrze, ale w pracy tak nie wypada-opuścił ją i zaśmiał się.
-Racja, ale po pracy i przed nią jestem Niall, złotko.
Poczułam jak wszystkie mięśnie brzucha się spinają. Patrzałam na te oczy błękitne jak ocean i nie rozumiał dlaczego taki przystojny mężczyzna jest sam. Ominęłam go i ruszyłam w stronę wyjścia.
-A ty dokąd?-odwróciłam się szybko.
-Do swojego biurka. Chciałabym je zobaczyć-wskazałam palcem na drzwi. Niall podszedł bliżej.
-Tam jest twoje biurko, Melodii-pokazał za duże jak na asystentkę biurko tuż za oszkloną ścianą.-A tam są drzwi-złapał mnie za ramiona i zaczął prowadzić we wskazane miejsce. Jego dłonie były miękkie i gładkie. Więc gdy zsunął je dotykając moich łopatek czułam jakby nasuwał na mnie koc. Położył dłoń na moim biodrze gdy otwierał drzwi. Odważny ruch, pomyślałam chcą się do niego zbliżyć i poczuć ciepło ciała tego mężczyzny. 
-Jest...Chryste co za widok!-podeszłam do okna. Wychodziło na to samo jezioro co w biurze Nialla, ale tu wydawało mi się jakieś ładniejsze. 
-Podoba się?-przysiadł na biurku i przyglądał mi się.
-Jest niezwykłe. Nie wygląda jak biuro-rozejrzałam się dookoła
.-To raczej akwarium.
Jego śmiech odbił się echem od szklanych ścian. Wyglądał tak młodo i beztrosko, że gdybym go nie znała nie powiedziałabym, że ma ogromne wydawnictwo, które ma miano światowego. 
-Chcesz zacząć już dziś czy jutro?-pochylił się, oparł łokcie na udach i splótł palce. Odwróciłam się i usiadłam w dużym czarnym fotelu na kółkach. 
-Dziś możemy omówić wszystko, a jutro zacznę pracować. Czy to panu odpowiada?-uśmiechnęłam się .
-Jak najbardziej-kiwnął głową i wstał.-W takim razie zapraszam do mnie-podniósł się i wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją chcąc poczuć tę miękkość na skórze. Pociągnął mnie do góry, a ja potknęłam się o własne nogi i wylądowałam z dłoniami na jego klatce. Automatycznie się zarumieniłam.
-Łamaga ze mnie-odsunęłam się i spuściłam wzrok.-Przepraszam-szepnęłam. 
-Nie szkodzi-położył rękę na moim ramieniu już któryś raz tego dnia. 
Wyobraziłam sobie jak kładzie dłoń na policzku, zbliża się do nie i po chwili całuje czule w usta. 
Mel, o czym ty marzysz. Westchnęłam cicho.
-Melodii-usłyszałam jego głos tym samym wracając do rzeczywistości.-Słuchasz mnie?
-Przepraszam. Zamyśliłam się-podniosłam głowę-Co pan mówił?-uśmiechnęłam się.
-Pytałem czy nie masz ochoty na kawę-zmrużył oczy.
-Niech się pan tak nie marszczy i tak mam ochotę na kawę.
Pokręcił głową śmiejąc się i ruszył w stronę korytarza. 
-Tu za rogiem jest świetna restauracja-powiedział gdy doszliśmy do recepcji. Uśmiechnęłam się.
-Panie prezesie-brunetka wstała z miejsca.-Jest do pana przesyłka-podniosła dość duże pudełko oklejona taśmą.
-Odbiorę je jutro-mówił idąc wciąż przed siebie. To było niemiłe z jego strony. Zignorował ją. Spłynęło to po nim jak po kaczce. Gdy wyszliśmy przed budynek przystanęłam. 
-To było niemiłe z twojej strony-stwierdziłam patrząc na niego.
-A co według ciebie powinienem powiedzieć?-odwrócił się do mnie i uniósł jedną brew.
-Wystarczyło dodać grzecznym tonem "Dobrze. Wezmę ją jutro. Dziękuję." Tyle wystarczy. Trzeba umieć czasem powiedzieć dziękuję-założyłam ręce na piersi.-To twoja pracownica, ale także kobieta. A kobiety powinno się szanować, panie Horan.
Patrzał na mnie nieco skołowany. Jego brew opadła i zmrużył oczy.
-Znów się marszczysz-próbowałam opanować śmiech.-Zrozumiałeś co powiedziałam?-pokiwał głową. Przygryzał policzek od środka. W pewnym momencie jego twarz wykrzywił dziwny grymas i nie mogłam już dłużej powstrzymywać śmiechu. Roześmiałam się głośno na środku chodnika. Ludzie musieli nas omijać. 
-Co cię śmieszy?-zapytał oburzony. Nie mogłam wykrztusić słowa. Pokręciłam głową.
-Nie. Nic-odchrząknęłam.-Ale nie rób takiej miny-uśmiechnęłam szeroko. 
-Chodźmy lepiej-odwrócił się do mnie plecami i szedł przed siebie. Dołączyłam do niego. Szliśmy w milczeniu, a ja wciąż miałam przed oczyma ten grymas. Próbowałam zachować powagę, lecz sam fakt, że obrażony Niall idzie obok mnie śmieszył. 
-Niall-spojrzałam na niego. Chryste nawet w szpilkach jest od niego niższa. 
-Hm?-mruknął patrząc przed siebie.
-Jesteś na mnie zły?-zapytałam z udawanym smutkiem.
-Ja? Skądże-pokręcił głową i zatrzymał się. Chwycił klamkę i otworzył przede mną drzwi. Uśmiechnęłam się pod nosem wchodząc do środka. Usiedliśmy przy stoliku, który mieścił się w najbardziej odległym kącie sali. 
-Witam panie Horan-młody chłopak o czarnych oczach skinął głową.-To co zawsze?-przyłożył ołówek do notatnika.
-Nie Oliverze. Dziś poproszę żebyś mi przyniósł menu, dobrze?
Spojrzałam na niego. Był taki spokojny i zrelaksowany. Chłopak zniknął tak szybko jak się pojawił.
-Często tu przychodzisz?-splotłam palce patrząc na nie.
-Tak. Zawsze przed pracą wpadam napić się kawy. Jeżeli mam więcej czasu to siadam tu i czytam gazetę-czarnooki przyniósł nam menu i po szklance wody z cytryną. Otworzyłam kartę i przeglądałam wszystko po kolei. Ceny były z kosmosu. Westchnęłam ciężko zamykając menu.
-Bierz co chcesz, Melodii. Ja płacę-uśmiechnął się do mnie znad karty. 
-Chyba oszalałeś-pokręciłam głową.
-Mel. Pozwolisz, że będę tak na ciebie mówił?-przytaknęłam.-Bierz to na co masz ochotę. Nie myśl, że pozwoliłbym płacić kobiecie-wywróciłam oczami i zasłoniłam się menu. Większość dań w jadłospisie była mi kompletnie nieznana. 
-Czy już się państwo zdecydowali?-chłopak znów wyrósł nam z ziemi. Podskoczyłam łapiąc się za serce.-Przepraszam. Nie chciałem pani przestraszyć-zarumienił się. Uroczy chłopak. 
-Ja poproszę sałatkę cesarską i do tego lampkę białego wina-spojrzał na mnie.-A ty co chcesz, Mel?
Patrzałam raz na chłopaka raz na Nialla. Oboje na mnie spoglądali.
-Poproszę sałatkę grecką i również lampkę wina-mówiłam patrząc na spis potraw.
-Białego?-uśmiechnął się do mnie gdy na niego spojrzałam.
-Poprosimy całą butelkę-wtrącił się Niall. Chłopak kiwnął głową i odszedł. Czułam na sobie wzrok wszystkich ludzi na sali mimo tak odrębnego miejsca. Nie czułam się komfortowo. 
-Zawstydza cię wzrok ludzi?
Opuściłam głowę jeszcze niżej by włosy opadły na moją twarz.
-Nie masz się czego wstydzić, Melodii. Musisz się do tego przyzwyczaić. Będąc moją asystentką będziesz musiała się do tego przyzwyczaić. Będziemy uczestniczyć w bankietach i innych tego typu imprezach. Tam będzie wiele ludzi. Będą na ciebie patrzeć. Będą ci się przyglądać, a ty będziesz szła z podniesioną głową i uśmiechem, bo to twoja praca i nie masz wyjścia. Mam nadzieję, że podołasz zadaniu i nie wycofasz się przy najbliższej okazji-mówił poważnym tonem. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
-Wiem. Postaram się jakoś przezwyciężyć nieśmiałość-patrzałam mu w oczy.-Nie zawiedziesz się-szepnęłam widząc nadchodzącego kelnera. Wpatrywał się we mnie uważnie gdy czarnooki napełniał kieliszki. 
-Dziękuję, Oli-Niall skinął głową i chłopak odszedł. 
Patrzałam za nim jak kieruje się do baru. Szedł z wyszukaną elegancją. Był zbyt elegancki na pracę w restauracji. Jego biodra delikatnie się kołysały przy każdym ruchu. Był przystojny. Czarne oczy były przenikliwe i ciekawskie, a uśmiech szczery i bardzo ładny. 
-Spodobał ci się, prawda?-z oględzin wyrwał mnie rozbawiony głos Horana. 
-A co? Zazdrosny jesteś?-uniosłem jedną brew. Roześmiał się melodyjnie.
-Jest uroczy i przystojny co nie oznacza, że mi się spodobał-wzruszyłam ramionami i upiłam łyk wina. Było wyborne. 
-Jeżeli chcesz mogę dać ci jego numer-patrzał na mnie rozbawiony. 
-Tak?-uniosłam brwi udając zdziwienie. Kiwnął głową z uśmiechem. Podniosłam się z krzesła i ruszyłam w stronę chłopaka z gracją. Oliver stał tyłem do mnie i rozmawiał z barmanem. Stuknęłam go w ramię. Odwrócił się i uśmiechnął zakłopotany.
-Przepraszam, że przeszkadzam panom w rozmowie, ale mam pewną sprawę do Olivera-uśmiechnęłam się do niego zachęcająco. Odeszliśmy kawałek. Oparłam się plecami o ścianę.
-Muszę przyznać jesteś bardzo przystojny i uroczy. Chciałbyś może wyskoczyć ze mną kiedyś na drinka?
Jego oczy przemieszczały się po moim ciele od twarzy do stóp. 
-Em-podrapał się po głowie.-Jasne. Chętnie.
Spojrzałam w stronę Horana. Patrzał na mnie ze zdziwieniem. Podałam chłopakowi swoją komórkę. Wpisał swój numer i uśmiechnął się.
-Proszę. Zapisałem jako Oli, dobrze?-spojrzał na mnie. 
-Jasne. Dziękuję-ucałowałam jego policzek.-W takim razie do zobaczenia, Oliverze-wyminęłam go i ruszyłam do stolika. Pomachałam telefon patrząc na Nialla.
-No no. Mel jestem pełen podziwu. Nie wstydziłaś się.
Roześmiałam się i usiadłam na swoje miejsce. 
-Jestem pewna swojego kobiecego wdzięku, ale tylko w takich przypadkach-wzruszyłam ramionami i upiłam kolejny łyk wina.-Idę dziś z Vincentem na drinka z okazji nowej pracy. Wybierzesz się z nami?-spojrzał na mnie z uśmiechem. 
-Chętnie, ale mam troche spraw do załatwienia.
Westchnęłam i spojrzałam na swoje dłonie. 
-Och, no dobrze. Pójdę-podniosłam na niego wzrok i uśmiechnęłam się szeroko. Chciałam zaklaskać w dłonie jak mała dziewczynka, ale powstrzymałam się zważając na otoczenie. 
Po chwili Oliver przyniósł nasze sałatki. Uśmiechnął się do mnie nieśmiało. 
-Dziękuję-odwzajemniłam uśmiech oblizując wargi. Omotanie tego chłopaka było proste.
-Ale się na niego uwzięłaś-stwierdził wkładając sobie do ust sałatę. Przewróciłam oczami i zaczęłam jeść swoją sałatkę. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, ale nie o pracy.
-Melodii-zwrócił się do mnie gdy kończyliśmy jeść.-Nie wziąłem ze sobą umowy-odłożył widelec i wzruszył ramionami. 
-To będziemy musieli wrócić do biura, bo przecież jest trochę tego do podpisania, prawda?-upiłam łyk wina. 
-Właściwie to są tylko trzy podpisy.
Kończyłam właśnie swoją sałatkę gdy Oliver przyniósł rachunek. Przyglądał mi się nieśmiało gdy Niall wkładał do rachunku banknoty. Zagryzłam wargę mierząc go wzrokiem od stóp do głów. Moje spojrzenie zatrzymało się na wypukłości w jego spodniach. Uniosłam jedną brew. Och, kolego. Jesteś zbyt łatwy. Przeniosłam wzrok na jego twarz. Był czerwony jak obrusy na sali. Pokręciłam głową i spuściłam wzrok. Chciałam roześmiać się, ale nie wypadało więc cicho chichotałam jak nastolatka.
-Poppi będzie czekała na nas z dokumentami w recepcji. Jeżeli chcesz możemy pójść do mnie i je podpisać-wzruszył ramionami. Do wszystkiego co wziązane z pracą podchodzi obojętnie. 
-Biuro będzie odpowiednie-uśmiechnęłam się kiwając głową.-W biurze będzie dobrze.