-Wyglądasz nieziemsko-podszedł do mnie.-Nie denerwuj się tak kochana. Dostaniesz tę pracę-uścisnął mnie mocno. Z Vincentem przyjaźnię się już pięć lat i wciąż nie mam go dość. Poznaliśmy się podczas integracji naszego uniwersytetu. Vin był jedynym chłopakiem z drugiego roku, który uczęszczał na zajęcia z pisania pierwszego roku. Twierdził iż z pierwszakami jest się lepiej dogadać i są mniej irytujący. Spotykaliśmy się zawsze przed zajęciami żeby pójść na kawę.
-To na szczęście-założył mi na nadgarstek bransoletkę z kolorowych nitek splecionych w ładny wzór.
-Dziękuję, Vin-przytuliłam go mocno nie puszczając przez jakiś czas.
-No już. Puść mnie przylepo i leć na spotkanie-odsunął mnie od siebie, wręczył torebkę i zaczął pchać w stronę wyjść z naszego mieszkania. Wypchnął mnie za drzwi.-Powodzenia, mała-posłał mi buziaka i pośpiesznie zamknął wrota. Oparłam czoło o twardą powłokę i westchnęłam głośno. Ruszyłam do windy. Nacisnęłam guzik i stukałam obcasem szpilki czekając na to psujące się cholerstwo. Usłyszałam kroki z głębi drugiego korytarza. Stanął koło mnie mężczyzna w szarej marynarce. Włosy miał idealnie ułożone na żel. Czarne jeansy współgrały z niebieską koszulą z rozpiętym pierwszym guzikiem.
-Dzień dobry-uśmiechnął się. Odwróciłam wzrok zagryzając wargę.
Czy on tu mieszka? Nie to nie możliwe. Wygląda na zbyt bogatego jak na taki apartamentowiec. Mieszkania tu nie są tani, ale też nie kosztują miliony.
Spojrzałam na niego jeszcze raz. Sprawdzał godzinę na błyszczącym zegarku firmy Rolex, a w lewej dłoni trzymał czarną skórzaną teczkę. Znów posłał mi uśmiech. Kolana się pode mną ugięły. Podparłam się ściany.
-Dobrze się pani czuje?-położył rękę na moim ramieniu. Przeszedł mnie dreszcz. Kiwnęłam głową i wzięłam głęboki oddech. Nie rozumiałam dlaczego jego spojrzenie i dotyk tak na mnie działa.
-Tak. Nic mi nie jest-wyprostowałam się. Drzwi windy otworzyły się. Seksowny Nieznajomy stał jak stał i patrzał na mnie błękitnymi oczami. Weszłam do środka, a on zaraz za mną. Czułam jego wzrok na swoich plecach.
Mogłam założyć inną sukienkę, wywróciłam oczami. Ta była zdecydowanie zbyt krótka na
Toczyliśmy się w dół powolnym tempem.
-Przepraszam-zwróciłam twarz w jego stronę.-Wie pan która godzina?
Przez te całe trzy sekundy gdy podnosił rękę by sprawdzić na zegarku modliłam się bym miała jeszcze dużo czasu.
-Piętnaście po dziesiątej-uśmiechnął się lekko.
-Dziękuję-szepnęłam bliska zawału. Przeczesał palcami blond grzywkę, a ja wpatrywałam się w jego zgrabne i pełne gracji ruchy. Ile może być tej cholernej elegancji w jednym człowieku?
-Śpieszy się pani gdzieś?-znów położył dłoń na moim ramieniu przywołując mnie tym do rzeczywistości. Poczułam przepływ prądu w miejscu gdy jego palce zetknęły się z moją skórą.
-Na rozmowę o pracę-spuściłam wzrok na swoje splecione dłonie.
-Mogę panię podwieźć jeżeli się pani zgodzi.
Stał na tyle blisko, że gdy mówił czułam jego oddech na twarzy. Patrzał na mnie wyczekująco.
-Dobrze-skinęłam i wypuściłam powietrze nosem. Nie spostrzegłam się kiedy wstrzymałam oddech. Winda zatrzymała się, a Seksowny Nieznajomy ponownie przepuścił mnie w drzwiach gdy się otworzyły.
-Auto stoi przed budynkiem-szedł blisko mnie przez co, co jakiś czas czułam gładki materiał marynarki na ramieniu.Wyszliśmy przed budynek.
-Witam panie Horan, pani Heart-odźwierny ściągnął kapelusz uśmiechając się do nas. A więc pan Seksowny Nieznajomy ma na nazwisko Horan. Chwila. Horan?! Zagryzłam wargę próbując uspokoić myśli biegnące we wszystkie strony świata.
-Em-stanęłam w połowie drogi.-Pan Niall Horan?-zapytałam niepewnie.
-Tak. To ja.
-Melodii-wyciągnęłam rękę. Chwycił ją z wahaniem.-Właśnie jestem spóźniona na rozmowę o pracę w pana wydawnictwie-wyjaśniłam.
Roześmiał się głośno.Próbowałam uśmiechnąć się, ale sądząc po roześmianych oczach pana Horana nie wyszło najlepiej.
-Miło cię poznać, Melodii-uśmiechnął się szeroko.-Będę mógł z tobą porozmawiać podczas drogi do wydawnictwa-ruszył do auta. Otworzył drzwi od strony pasażera i zachęcił mnie ruchem ręki bym wsiadła. Nogi mi drżały. Denerwowałam się jak cholera. Chwiejnym krokiem podeszłam do nowoczesnego SUVa.
-Nie się stresuj się tak. Ja nie gryzę-usiadł za kierownicą. Zapięłam pas i starałam się odprężyć. W samochodzie unosił się zapach męskich perfum i sportowego żelu pod prysznic.
Przez całą drogę pan Horan zadawał mi mnóstwo pytań na temat uniwersytetu, kierunku, który studiowałam oraz dodatkowych kursów i zajęć. Gdy rozmowa zeszła na tematy Vincenta, naszej przyjaźni i mieszkania razem czułam jak całe napięcie ze mnie schodzi.
-Jest strasznym bałaganiarzem. Nie sprząta po sobie i trzeba za nim chodzić z mopem-opowiadałam.
Mój towarzysz co chwila wybuchał śmiechem gdy opowiadałam mu o naszych wakacjach na Krecie ufundowanych przez rodziców Vina.
-Melodii-spojrzał na mnie gdy stanęliśmy na światłach.-Będziesz moją najlepszą asystentką-mrugnął i ruszył dalej. Był tak skupiony na drodze, że mogłam spokojnie podziwiać rysy jego twarzy. Był chyba najprzystojniejszym mężczyzną jakiego spotkałam po przeprowadzce do Londynu. Zaciskał dłonie na kierownicy aż kostki mu zbielały.
-Proszę się tak na mnie nie patrzeć. To rozprasza-mruknął patrząc przed siebie.
-Przepraszam-bąknęłam i odwróciłam wzrok na widok za oknem. Spojrzałam na niego kątem oka. Kąciki jego ust były nieco uniesione.
-Wciąż się pani na mnie patrzy?-odwrócił do mnie głowę. Pod wpływem tego spojrzenia chciałam się gdzieś schować. Poczułam jak na moją twarz wpełza rumieniec.
-Zawstydziłem panią?-dotknął mojego uda łapiąc za drążek automatycznej skrzyni biegów. Ukryłam twarz w dłoniach. Modliłam się by ziemia się rozstąpiła i zabrała mnie ze sobą.
-Nie masz się czego wstydzić Melodii-złapał za mój nadgarstek. Zabrałam ręce. Spojrzałam na niego, a on uśmiechał się do mnie rozbawiony.
-Co pana tak śmieszy?-zapytałam oburzona.
-Zabawnie się pani zawstydza-zaśmiał się i odpiął pas.-Jesteśmy na miejscu-wysiadł, obszedł samochód i otworzył mi drzwi. Odpięłam swój pas i przewiesiłam torebkę przez ramię. Wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją i wysiadłam. Jakby tego było mało potknęłam się o krawężniki i wylądowałam na czworaka. Podniosłam się szybko i otrzepałam kolana i dłonie, i ruszyłam do wejść. Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramie. Odwróciłam się.
-Nic ci nie jest?-miał ściągnięte brwi i mrużył oczy.
-Wszystko dobrze-skłamałam. Kolana piekło mnie jak cholera i czułam jak wzdłuż piszczela spływa mi krew. Horan zgiął się i spojrzał na moje nogi.
-Mam w gabinecie apteczkę-złapał mnie za rękę.-Chodź-pociągnął za sobą. Szłam za nim starając się nie patrzeć na boki. Czułam na sobie wzrok wszystkich ludzi w holu.
-Dzień dobry panie prezesie-przywitała się kobieta z recepcji wstając z miejsca. Mężczyzna stojący przy windzie skinął głową gdy przechodziliśmy obok.
-Czy wszyscy tak tu pana witają?-zapytałam gdy wchodziliśmy po schodach. Biuro mojego nowego szefa znajduje się na pierwszym piętrze. Puścił moją rękę by wyciągnąć klucz. Otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. Pomieszczenie było oszklone. Jak akwarium. Na środku pokoju stało duże mahoniowe biurko, a za nim rozciągał się widok jeziora. Ten budynek jest granicą między światem szarości i pośpiechu, a światem koloru i swobody. Stałam przed biurkiem onieśmielona tym widokiem.
-Usiądź proszę-wskazał na głęboki fotel w sam raz dla prezesa. Spojrzałam na niego. Wyciągał apteczkę z szafki pod ścianą.
-No siadaj-pociągnął mnie w stronę fotela.-Pokaż mi to kolano-uśmiechnął i klęknął przede mną. Usiadłam zrezygnowana. Chyba gorzej nie można zacząć pracy. Patrzałam na każdy jego ruch. Nalał wody utlenionej na wacik i wytarł zaschniętą krew.
-Tylko nie krzycz-powiedział przykładając go do zdartego kolana.
-Cholera-warknęłam. Zamknęłam oczy i złapałam za podłokietniki. Spojrzałam na korytarz. Starsza kobieta wyglądająca na sprzątaczkę patrzała na mnie z przerażeniem w oczach. Odwróciłam głowę speszona.
-Poczekaj-wstał i wyciągnął z apteczki plaster.-Będzie ci pasował do sukienki-uśmiechnął się i przykleił go na ranę.
-Dziękuję panie Horan-oglądnęłam jego dzieło i wstałam.
-Proszę, mów mi Niall. Jesteśmy sąsiadami-wyciągnął do mnie rękę.
-Dobrze, ale w pracy tak nie wypada-opuścił ją i zaśmiał się.
-Racja, ale po pracy i przed nią jestem Niall, złotko.
Poczułam jak wszystkie mięśnie brzucha się spinają. Patrzałam na te oczy błękitne jak ocean i nie rozumiał dlaczego taki przystojny mężczyzna jest sam. Ominęłam go i ruszyłam w stronę wyjścia.
-A ty dokąd?-odwróciłam się szybko.
-Do swojego biurka. Chciałabym je zobaczyć-wskazałam palcem na drzwi. Niall podszedł bliżej.
-Tam jest twoje biurko, Melodii-pokazał za duże jak na asystentkę biurko tuż za oszkloną ścianą.-A tam są drzwi-złapał mnie za ramiona i zaczął prowadzić we wskazane miejsce. Jego dłonie były miękkie i gładkie. Więc gdy zsunął je dotykając moich łopatek czułam jakby nasuwał na mnie koc. Położył dłoń na moim biodrze gdy otwierał drzwi. Odważny ruch, pomyślałam chcą się do niego zbliżyć i poczuć ciepło ciała tego mężczyzny.
-Jest...Chryste co za widok!-podeszłam do okna. Wychodziło na to samo jezioro co w biurze Nialla, ale tu wydawało mi się jakieś ładniejsze.
-Podoba się?-przysiadł na biurku i przyglądał mi się.
-Jest niezwykłe. Nie wygląda jak biuro-rozejrzałam się dookoła
.-To raczej akwarium.
Jego śmiech odbił się echem od szklanych ścian. Wyglądał tak młodo i beztrosko, że gdybym go nie znała nie powiedziałabym, że ma ogromne wydawnictwo, które ma miano światowego.
-Chcesz zacząć już dziś czy jutro?-pochylił się, oparł łokcie na udach i splótł palce. Odwróciłam się i usiadłam w dużym czarnym fotelu na kółkach.
-Dziś możemy omówić wszystko, a jutro zacznę pracować. Czy to panu odpowiada?-uśmiechnęłam się .
-Jak najbardziej-kiwnął głową i wstał.-W takim razie zapraszam do mnie-podniósł się i wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją chcąc poczuć tę miękkość na skórze. Pociągnął mnie do góry, a ja potknęłam się o własne nogi i wylądowałam z dłoniami na jego klatce. Automatycznie się zarumieniłam.
-Łamaga ze mnie-odsunęłam się i spuściłam wzrok.-Przepraszam-szepnęłam.
-Nie szkodzi-położył rękę na moim ramieniu już któryś raz tego dnia.
Wyobraziłam sobie jak kładzie dłoń na policzku, zbliża się do nie i po chwili całuje czule w usta.
Mel, o czym ty marzysz. Westchnęłam cicho.
-Melodii-usłyszałam jego głos tym samym wracając do rzeczywistości.-Słuchasz mnie?
-Przepraszam. Zamyśliłam się-podniosłam głowę-Co pan mówił?-uśmiechnęłam się.
-Pytałem czy nie masz ochoty na kawę-zmrużył oczy.
-Niech się pan tak nie marszczy i tak mam ochotę na kawę.
Pokręcił głową śmiejąc się i ruszył w stronę korytarza.
-Tu za rogiem jest świetna restauracja-powiedział gdy doszliśmy do recepcji. Uśmiechnęłam się.
-Panie prezesie-brunetka wstała z miejsca.-Jest do pana przesyłka-podniosła dość duże pudełko oklejona taśmą.
-Odbiorę je jutro-mówił idąc wciąż przed siebie. To było niemiłe z jego strony. Zignorował ją. Spłynęło to po nim jak po kaczce. Gdy wyszliśmy przed budynek przystanęłam.
-To było niemiłe z twojej strony-stwierdziłam patrząc na niego.
-A co według ciebie powinienem powiedzieć?-odwrócił się do mnie i uniósł jedną brew.
-Wystarczyło dodać grzecznym tonem "Dobrze. Wezmę ją jutro. Dziękuję." Tyle wystarczy. Trzeba umieć czasem powiedzieć dziękuję-założyłam ręce na piersi.-To twoja pracownica, ale także kobieta. A kobiety powinno się szanować, panie Horan.
Patrzał na mnie nieco skołowany. Jego brew opadła i zmrużył oczy.
-Znów się marszczysz-próbowałam opanować śmiech.-Zrozumiałeś co powiedziałam?-pokiwał głową. Przygryzał policzek od środka. W pewnym momencie jego twarz wykrzywił dziwny grymas i nie mogłam już dłużej powstrzymywać śmiechu. Roześmiałam się głośno na środku chodnika. Ludzie musieli nas omijać.
-Co cię śmieszy?-zapytał oburzony. Nie mogłam wykrztusić słowa. Pokręciłam głową.
-Nie. Nic-odchrząknęłam.-Ale nie rób takiej miny-uśmiechnęłam szeroko.
-Chodźmy lepiej-odwrócił się do mnie plecami i szedł przed siebie. Dołączyłam do niego. Szliśmy w milczeniu, a ja wciąż miałam przed oczyma ten grymas. Próbowałam zachować powagę, lecz sam fakt, że obrażony Niall idzie obok mnie śmieszył.
-Niall-spojrzałam na niego. Chryste nawet w szpilkach jest od niego niższa.
-Hm?-mruknął patrząc przed siebie.
-Jesteś na mnie zły?-zapytałam z udawanym smutkiem.
-Ja? Skądże-pokręcił głową i zatrzymał się. Chwycił klamkę i otworzył przede mną drzwi. Uśmiechnęłam się pod nosem wchodząc do środka. Usiedliśmy przy stoliku, który mieścił się w najbardziej odległym kącie sali.
-Witam panie Horan-młody chłopak o czarnych oczach skinął głową.-To co zawsze?-przyłożył ołówek do notatnika.
-Nie Oliverze. Dziś poproszę żebyś mi przyniósł menu, dobrze?
Spojrzałam na niego. Był taki spokojny i zrelaksowany. Chłopak zniknął tak szybko jak się pojawił.
-Często tu przychodzisz?-splotłam palce patrząc na nie.
-Tak. Zawsze przed pracą wpadam napić się kawy. Jeżeli mam więcej czasu to siadam tu i czytam gazetę-czarnooki przyniósł nam menu i po szklance wody z cytryną. Otworzyłam kartę i przeglądałam wszystko po kolei. Ceny były z kosmosu. Westchnęłam ciężko zamykając menu.
-Bierz co chcesz, Melodii. Ja płacę-uśmiechnął się do mnie znad karty.
-Chyba oszalałeś-pokręciłam głową.
-Mel. Pozwolisz, że będę tak na ciebie mówił?-przytaknęłam.-Bierz to na co masz ochotę. Nie myśl, że pozwoliłbym płacić kobiecie-wywróciłam oczami i zasłoniłam się menu. Większość dań w jadłospisie była mi kompletnie nieznana.
-Czy już się państwo zdecydowali?-chłopak znów wyrósł nam z ziemi. Podskoczyłam łapiąc się za serce.-Przepraszam. Nie chciałem pani przestraszyć-zarumienił się. Uroczy chłopak.
-Ja poproszę sałatkę cesarską i do tego lampkę białego wina-spojrzał na mnie.-A ty co chcesz, Mel?
Patrzałam raz na chłopaka raz na Nialla. Oboje na mnie spoglądali.
-Poproszę sałatkę grecką i również lampkę wina-mówiłam patrząc na spis potraw.
-Białego?-uśmiechnął się do mnie gdy na niego spojrzałam.
-Poprosimy całą butelkę-wtrącił się Niall. Chłopak kiwnął głową i odszedł. Czułam na sobie wzrok wszystkich ludzi na sali mimo tak odrębnego miejsca. Nie czułam się komfortowo.
-Zawstydza cię wzrok ludzi?
Opuściłam głowę jeszcze niżej by włosy opadły na moją twarz.
-Nie masz się czego wstydzić, Melodii. Musisz się do tego przyzwyczaić. Będąc moją asystentką będziesz musiała się do tego przyzwyczaić. Będziemy uczestniczyć w bankietach i innych tego typu imprezach. Tam będzie wiele ludzi. Będą na ciebie patrzeć. Będą ci się przyglądać, a ty będziesz szła z podniesioną głową i uśmiechem, bo to twoja praca i nie masz wyjścia. Mam nadzieję, że podołasz zadaniu i nie wycofasz się przy najbliższej okazji-mówił poważnym tonem. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
-Wiem. Postaram się jakoś przezwyciężyć nieśmiałość-patrzałam mu w oczy.-Nie zawiedziesz się-szepnęłam widząc nadchodzącego kelnera. Wpatrywał się we mnie uważnie gdy czarnooki napełniał kieliszki.
-Dziękuję, Oli-Niall skinął głową i chłopak odszedł.
Patrzałam za nim jak kieruje się do baru. Szedł z wyszukaną elegancją. Był zbyt elegancki na pracę w restauracji. Jego biodra delikatnie się kołysały przy każdym ruchu. Był przystojny. Czarne oczy były przenikliwe i ciekawskie, a uśmiech szczery i bardzo ładny.
-Spodobał ci się, prawda?-z oględzin wyrwał mnie rozbawiony głos Horana.
-A co? Zazdrosny jesteś?-uniosłem jedną brew. Roześmiał się melodyjnie.
-Jest uroczy i przystojny co nie oznacza, że mi się spodobał-wzruszyłam ramionami i upiłam łyk wina. Było wyborne.
-Jeżeli chcesz mogę dać ci jego numer-patrzał na mnie rozbawiony.
-Tak?-uniosłam brwi udając zdziwienie. Kiwnął głową z uśmiechem. Podniosłam się z krzesła i ruszyłam w stronę chłopaka z gracją. Oliver stał tyłem do mnie i rozmawiał z barmanem. Stuknęłam go w ramię. Odwrócił się i uśmiechnął zakłopotany.
-Przepraszam, że przeszkadzam panom w rozmowie, ale mam pewną sprawę do Olivera-uśmiechnęłam się do niego zachęcająco. Odeszliśmy kawałek. Oparłam się plecami o ścianę.
-Muszę przyznać jesteś bardzo przystojny i uroczy. Chciałbyś może wyskoczyć ze mną kiedyś na drinka?
Jego oczy przemieszczały się po moim ciele od twarzy do stóp.
-Em-podrapał się po głowie.-Jasne. Chętnie.
Spojrzałam w stronę Horana. Patrzał na mnie ze zdziwieniem. Podałam chłopakowi swoją komórkę. Wpisał swój numer i uśmiechnął się.
-Proszę. Zapisałem jako Oli, dobrze?-spojrzał na mnie.
-Jasne. Dziękuję-ucałowałam jego policzek.-W takim razie do zobaczenia, Oliverze-wyminęłam go i ruszyłam do stolika. Pomachałam telefon patrząc na Nialla.
-No no. Mel jestem pełen podziwu. Nie wstydziłaś się.
Roześmiałam się i usiadłam na swoje miejsce.
-Jestem pewna swojego kobiecego wdzięku, ale tylko w takich przypadkach-wzruszyłam ramionami i upiłam kolejny łyk wina.-Idę dziś z Vincentem na drinka z okazji nowej pracy. Wybierzesz się z nami?-spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Chętnie, ale mam troche spraw do załatwienia.
Westchnęłam i spojrzałam na swoje dłonie.
-Och, no dobrze. Pójdę-podniosłam na niego wzrok i uśmiechnęłam się szeroko. Chciałam zaklaskać w dłonie jak mała dziewczynka, ale powstrzymałam się zważając na otoczenie.
Po chwili Oliver przyniósł nasze sałatki. Uśmiechnął się do mnie nieśmiało.
-Dziękuję-odwzajemniłam uśmiech oblizując wargi. Omotanie tego chłopaka było proste.
-Ale się na niego uwzięłaś-stwierdził wkładając sobie do ust sałatę. Przewróciłam oczami i zaczęłam jeść swoją sałatkę. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, ale nie o pracy.
-Melodii-zwrócił się do mnie gdy kończyliśmy jeść.-Nie wziąłem ze sobą umowy-odłożył widelec i wzruszył ramionami.
-To będziemy musieli wrócić do biura, bo przecież jest trochę tego do podpisania, prawda?-upiłam łyk wina.
-Właściwie to są tylko trzy podpisy.
Kończyłam właśnie swoją sałatkę gdy Oliver przyniósł rachunek. Przyglądał mi się nieśmiało gdy Niall wkładał do rachunku banknoty. Zagryzłam wargę mierząc go wzrokiem od stóp do głów. Moje spojrzenie zatrzymało się na wypukłości w jego spodniach. Uniosłam jedną brew. Och, kolego. Jesteś zbyt łatwy. Przeniosłam wzrok na jego twarz. Był czerwony jak obrusy na sali. Pokręciłam głową i spuściłam wzrok. Chciałam roześmiać się, ale nie wypadało więc cicho chichotałam jak nastolatka.
-Poppi będzie czekała na nas z dokumentami w recepcji. Jeżeli chcesz możemy pójść do mnie i je podpisać-wzruszył ramionami. Do wszystkiego co wziązane z pracą podchodzi obojętnie.
-Biuro będzie odpowiednie-uśmiechnęłam się kiwając głową.-W biurze będzie dobrze.

