-Odwiozę cię, co ty na to?-zapytałem gdy Melodii wstawała od biurka.
Wszystkie papiery podpisane. Jeszcze tylko trzeba uporządkować grafik spotkań na ten tydzień, ale nie będę jej tym zamęczał.
-Dziękuję, ale mam jeszcze coś do załatwienia-uśmiechnęła się do mnie.-No dobrze, więc do zobaczenia-odwróciła się i ruszyła do wyjścia.
-Nie zapomnij przynieść mi rano kawy-spojrzała na mnie przez ramię i zaśmiała się.
-Dobrze szefie. Kawa będzie na pana czekała zanim jeszcze zdąży pan wejść do budynku.
Wyszła pozostawiając echo odbijające się od szyb. Nim zdążyła zniknąć mi z pola widzenia przypatrzyłem jej się uważnie. Kulała na lewą nogę, ale starała się tego nie pokazywać. Jej
biodra kołysały się z gracją. Włosy połyskiwały w kontakcie ze światłem. Gdy tak się jej przyglądałem stanęła przy schodach i ściągnęła szpilki. Zaśmiałem się pod nosem. Po chwili odwróciła się z powrotem w stronę gabinetu. Weszła do niego powoli przyglądając mi się uważnie. Uśmiechnąłem się lekko i zasunąłem krzesło. Wzruszyłem tylko ramionami i również schowałem swoje papiery do aktówki.
-Nie masz może lodu w sprayu albo czegoś zimnego?-zapytała siadając na krześle po drugiej stronie.
-Nie mam lodu, ale w lodówce mam zimne whisky-zaśmiała się głośno.
-A piwo masz?-kiwnąłem głową i podszedłem do małej lodówki. Wyciągnąłem puszkę i podałem ją dziewczynie. Przyłożyła ją do kolana, które jej opatrzyłem i zamknęła oczy opierając się na krześle.
-Bardzo boli?-oparłem się o biurko naprzeciwko niej. Kiwnęła tylko o jej twarz wykrzywił ból.
-Ten upadek był bolesny to prawda, ale nie sądziłem, że stłuczesz sobie kolano-włożyłem ręce do kieszeni. Odchyliła głowę i wzięła głęboki oddech.
-Może jednak cię odwiozę?-położyłem rękę na jej ramieniu. Spojrzała na mnie i zarumieniła się. Uśmiechnąłem się i potarłem jej ramię.
-Chyba się skuszę-spuściła głowę. Znów ją zawstydziłem.
-Dlaczego tak łatwo cię zawstydzam Mel?-uniosłem jedną brew. Westchnęła głośno i spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
-Twoja pewność siebie. Mówisz o wszystkim z taką łatwością. Poza tym niektóre twoje spojrzenia onieśmielają-zaczęła stukać paznokciem w puszkę nie patrząc na mnie. Roześmiałem się cicho.
-O rany. Tego jeszcze nie słyszałem. Mówili mi już, że jesteś śmiały i bezwzględny, ale o mojej pewności siebie jeszcze nie miałem okazji słyszeć-próbowałem opanować śmiech, ale to było trudniejsze niż myślałem.
-Skarbie, gdyby nie ta pewność siebie nie siedziałabyś teraz na tym krześle z umową o pracę w torebce-dotknąłem jej policzka. Jej oczy były najśliczniejszymi oczami jakie kiedykolwiek widziałem. Patrzałem jej w oczy tak długo aż nie spuściła ponownie wzroku.
-Tak łatwo jest cię rozgryźć, ale wciąż nie wiem o czym myślisz. Wiem skąd wynikają niektóre z twoich zachować, ale myśli nigdy nie odgadnę-głaskałem jej policzek kciukiem.
-Lepiej żebyś nie wiedział-pokręciła głową.-Przestraszyłbyś się-wzruszyła ramionami. Zbliżyłem swoją twarz do jej. Wstrzymała natychmiast oddech.
-Oj uwierz, że chciałbym, Mel-wyszeptałem do niej wciąż patrząc jej w oczy. Kątem oka widziałem jak zaciska uda.
Trochę się z nią pobawię, pomyślałem patrząc na jej usta.
Wyprostowałem się i ponownie oparłem o biurko.
-Cholera-burknęła stawiając puszkę na blat.-Jesteś niemożliwy Niall-pokręciła głową i wstała. Roześmiałem się głośno.
-Miałaś nadzieję, że zrobię coś więcej?-zapytałem podchodząc do niej. Cofnęła się o krok mierząc mnie wzrok.
-To była naturalna reakcja-jąkała się i cofnęła się jeszcze o krok. Podszedłem do niej szybkim krokiem złapałem jej ręce i przygwoździłem ją do szyby swoim ciałem. Przyłożyłem usta do jej ucha.
-Chciałaś żebym cię pocałował?-szepnąłem krzyżując jej ręce nad głową. Kiwnęła głową przełykając głośno ślinę.
-Wciąż chcesz żebym to zrobił?-starałem się zachować stalowe nerwy. Skinęła prawie niedostrzeżenie.- Powiedz coś-mruknąłem.
Wszystkie papiery podpisane. Jeszcze tylko trzeba uporządkować grafik spotkań na ten tydzień, ale nie będę jej tym zamęczał.
-Dziękuję, ale mam jeszcze coś do załatwienia-uśmiechnęła się do mnie.-No dobrze, więc do zobaczenia-odwróciła się i ruszyła do wyjścia.
![]() |
| Dat smile dough :) |
-Dobrze szefie. Kawa będzie na pana czekała zanim jeszcze zdąży pan wejść do budynku.
Wyszła pozostawiając echo odbijające się od szyb. Nim zdążyła zniknąć mi z pola widzenia przypatrzyłem jej się uważnie. Kulała na lewą nogę, ale starała się tego nie pokazywać. Jej
biodra kołysały się z gracją. Włosy połyskiwały w kontakcie ze światłem. Gdy tak się jej przyglądałem stanęła przy schodach i ściągnęła szpilki. Zaśmiałem się pod nosem. Po chwili odwróciła się z powrotem w stronę gabinetu. Weszła do niego powoli przyglądając mi się uważnie. Uśmiechnąłem się lekko i zasunąłem krzesło. Wzruszyłem tylko ramionami i również schowałem swoje papiery do aktówki.
-Nie masz może lodu w sprayu albo czegoś zimnego?-zapytała siadając na krześle po drugiej stronie.
-Nie mam lodu, ale w lodówce mam zimne whisky-zaśmiała się głośno.
-A piwo masz?-kiwnąłem głową i podszedłem do małej lodówki. Wyciągnąłem puszkę i podałem ją dziewczynie. Przyłożyła ją do kolana, które jej opatrzyłem i zamknęła oczy opierając się na krześle.
-Bardzo boli?-oparłem się o biurko naprzeciwko niej. Kiwnęła tylko o jej twarz wykrzywił ból.
-Ten upadek był bolesny to prawda, ale nie sądziłem, że stłuczesz sobie kolano-włożyłem ręce do kieszeni. Odchyliła głowę i wzięła głęboki oddech.
-Może jednak cię odwiozę?-położyłem rękę na jej ramieniu. Spojrzała na mnie i zarumieniła się. Uśmiechnąłem się i potarłem jej ramię.
-Chyba się skuszę-spuściła głowę. Znów ją zawstydziłem.
-Dlaczego tak łatwo cię zawstydzam Mel?-uniosłem jedną brew. Westchnęła głośno i spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
-Twoja pewność siebie. Mówisz o wszystkim z taką łatwością. Poza tym niektóre twoje spojrzenia onieśmielają-zaczęła stukać paznokciem w puszkę nie patrząc na mnie. Roześmiałem się cicho.
-O rany. Tego jeszcze nie słyszałem. Mówili mi już, że jesteś śmiały i bezwzględny, ale o mojej pewności siebie jeszcze nie miałem okazji słyszeć-próbowałem opanować śmiech, ale to było trudniejsze niż myślałem.
-Skarbie, gdyby nie ta pewność siebie nie siedziałabyś teraz na tym krześle z umową o pracę w torebce-dotknąłem jej policzka. Jej oczy były najśliczniejszymi oczami jakie kiedykolwiek widziałem. Patrzałem jej w oczy tak długo aż nie spuściła ponownie wzroku.
-Tak łatwo jest cię rozgryźć, ale wciąż nie wiem o czym myślisz. Wiem skąd wynikają niektóre z twoich zachować, ale myśli nigdy nie odgadnę-głaskałem jej policzek kciukiem.
-Lepiej żebyś nie wiedział-pokręciła głową.-Przestraszyłbyś się-wzruszyła ramionami. Zbliżyłem swoją twarz do jej. Wstrzymała natychmiast oddech.
-Oj uwierz, że chciałbym, Mel-wyszeptałem do niej wciąż patrząc jej w oczy. Kątem oka widziałem jak zaciska uda.
Trochę się z nią pobawię, pomyślałem patrząc na jej usta.
Wyprostowałem się i ponownie oparłem o biurko.
-Cholera-burknęła stawiając puszkę na blat.-Jesteś niemożliwy Niall-pokręciła głową i wstała. Roześmiałem się głośno.
-Miałaś nadzieję, że zrobię coś więcej?-zapytałem podchodząc do niej. Cofnęła się o krok mierząc mnie wzrok.
-To była naturalna reakcja-jąkała się i cofnęła się jeszcze o krok. Podszedłem do niej szybkim krokiem złapałem jej ręce i przygwoździłem ją do szyby swoim ciałem. Przyłożyłem usta do jej ucha.
-Chciałaś żebym cię pocałował?-szepnąłem krzyżując jej ręce nad głową. Kiwnęła głową przełykając głośno ślinę.
-Wciąż chcesz żebym to zrobił?-starałem się zachować stalowe nerwy. Skinęła prawie niedostrzeżenie.- Powiedz coś-mruknąłem.
~*~
-Powiedz coś-poczułam jego oddech na szyi.
-Niall-jęknęłam czując jego usta na szczęce.-Proszę ni-nie rób ni-nic głu-piego-jąkałam się gdy jego wargi penetrowały skórkę za moim uchem.
-Uważasz, że jeżeli cię pocałuję to będzie głupie?-szeptał mi do ucha przyciskając jeszcze mocniej do ściany.
W myślach modliłam się żeby to nie był sen. Nie chciałam żeby nagle zniknął zostawiając mnie w tym stanie. Przez jego usta nie byłam w stanie dobrze oddychać. Moja klatka podnosiła się i opadała coraz szybciej. Z każdym kolejnym słowem. Z każdym kolejnym oddechem. Z każdym kolejnym pocałunkiem na szyi.
-Tak jakby-tyle udało mi się wykrztusić.
-A co stałoby się gdybym jednak zrobił coś głupiego?-puścił jedną moją rękę, a potem drugą i położył dłonie na moich biodrach. Chciałam położyć ręce na jego karku i przyciągnąć siebie, ale kompletnie ich nie czułam. Nie czułam nic poza jego oddechem i wargami.
-Byłaby to najdziwniejsza współpraca w historii dziwnych współprac- wyszeptałam
odchylając głowę by dać mu lepszy dostęp, ale on oderwał się i spojrzał na mnie. Patrzał mi głęboko w oczy. Czułam jakby wchodził mi do mózgu i odkrywał przeróżne ciekawostki.
-Chcesz żebym cię pocałował-stwierdził nagle. Nie wiedziałam co robić.
Po chwili jego dłonie wylądowały na mojej twarzy. Podniosłam ręce by złapać go w talii, ale warknął jak pies broniący miski.
-Łapki przy sobie-powiedział patrząc na mnie i przenikając do mojego mózgu.
-Czuję dyskomfort-szepnęłam. Odsunął się ode mnie i poprawił marynarkę. Wzięłam głęboki oddech. Spojrzałam na niego, a on wciąż mi się przyglądał.
-Przepraszam-spuścił ostatecznie wzrok, odwrócił się do mnie plecami i chwytając teczkę podjął się wyjścia z gabinetu. Czekał na mnie trzymając za klamkę gdy stał na korytarzu. Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam nie patrząc na niego. Stanęłam przy schodach czekając aż zamknie drzwi i do mnie dołączy.
-To było co najmniej dziwne, ale nie musiałeś przepraszać. Nic takiego się nie stało-powiedziałam gdy schodziliśmy w dół.
-Do widzenia panie Horan-dziewczyna w recepcji skinęła głową gdy przechodziliśmy.
-Megan, daj mi proszę tę przesyłkę-Niall podszedł do jej biurka i oparł o nie dłonie. Wpatrywałam się w jego plecy. Marynarka opinała się na łopatkach gdy się pochylał.
-Cholera-mruknęłam gdy spojrzał na mnie przez ramię uśmiechając się lekko.
Nie patrz się tak na niego, skarciłam się w myśli.
-Dziękuję kochana i przepraszam za ten wredny sposób w jaki ci poprzednio odpowiedziałem-chwycił jej dłoń i ucałował. Brunetka zaczęła nerwowo chichotać.
Gdy chwytał jej rękę zapragnęłam być na jej miejscu. Odwrócił się i ruszył w moją stronę. Zdążył już włożyć przesyłkę do aktówki.
-Chodź-mruknął nie patrząc na mnie.
Westchnęłam zrezygnowana. Czy ja powiedziałam coś nie tak? Gdy wsiedliśmy do jego auta wciąż nie odezwał się do mnie słowem ani nie spojrzał na mnie.
-Nialler o co chodzi?-położyłam dłoń na jego ramieniu. Był wyraźnie przygnębiony. Moje pytanie wleciało jednym uchem, a wyleciało drugim. Pokręciłam głową i usiadłam prosto krzyżując ręce na piersi. Przez połowę drogi żadne z nas nie odezwało się ani raz.
-Gniewasz się na mnie?-zapytałam chcąc zrozumieć dlaczego jest przygnębiony.-Niall proszę powiedz mi-położyłam dłoń na jego, która spoczywała na kierownicy. Zacisnął mocniej palce i westchnął głośno. Nie odpuszczę tak łatwo, pomyślałam gładząc jego kostki kciukiem. Spojrzał na nasz dłonie i strząsnął moją przerzucając biegi.
-Nie wiem o co ci do cholery chodzi, ale wolę jak gadasz o byle gównie niż jesteś przygnębiony choć znam cię od kilku zasranych godzin-odezwałam się choć nie chciałam by zabrzmiało to tak ostro. Blondyn pokręcił głową i westchnął smutno.
-Nie zrozumiesz-powiedział cicho.-Nie chcę żebyś rozumiała. Jesteś tylko moją sekretarką. To co mi jest kompletnie nie powinno cię obchodzić. Nie powinny cię obchodzić problemy szefa-mówił wciąż patrząc na jezdnie.
-Nie obchodzi mnie życie mojego szefa, a sąsiada którego chciałabym lepiej poznać- wypaliłam w końcu.
Spojrzał na mnie smutnymi oczami i zacisnął dłonie na kierownic z taką siła, że kostki mu pobielały.
-Kiedyś ci powiem, ale jeszcze nie teraz Melodii-stanął w korku. Przed nami stał samochód tej samej marki co mój. I był tego samego koloru. Błękit morza i białe paski na klapie bagażnika.
Mel, przestań myśleć o samochodzie, do cholery! Pomyśl o tym jak z niego to wyciągnąć, upomniała mnie podświadomość.
Odpięłam swój pas podniosłam się i pocałowałam go w policzek po czym usiadłam na tylnej kanapie by móc widzieć jego oczy. Te śliczne błękitne tęczówki skrywające ogromną tajemnicę.
-Zrobisz coś dla mnie?-zapytał gdy wyciągałam z torebki dokumenty.
-Jasne-spojrzałam na niego w lusterku.
-Możesz robić tak jeszcze raz?-wychrypiał jakby z trudem. Wychyliłam się i ponownie ucałowałam jego policzek tylko tym razem nieco dłużej przytrzymałam wargi przy jego twarzy wdychając zapach jego skóry. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i wyciągnęłam numery rejestracyjne. Przyjrzałam się im, a potem tablicy samochodu przed nami. To mój samochód, pomyślałam zdezorientowana.
-Czy to twój samochód?
-Tak-mruknęłam nie rozumiejąc całej tej sytuacji. Starałam się rozpoznać osobę siedzącą za kierownicą.
-A to gnojek-bąknęłam wyciągając telefon.-Czy ciebie do reszty popierdoliło?!-wydarłam się w chłopaka za kierownicą MOJEGO samochodu.
-Cześć Melodii. U mnie wszystko w porządku, a u ciebie?-mówił z sarkazmem.
-Kto ci pozwolił głąbie odebrać mój samochód do cholery?!-zabijałam go wzrokiem gdy tylko spojrzał w lusterko.-Nie masz prawa jazdy i dokumentów. Vin aż tak bardzo ci się nudziło?-traciłam cierpliwość do wszystkiego.
-Myślałem, że nie zdążysz po niego pojechać więc chciałem... chciałem żebyś miała to z głowy. Chciałem coś dla ciebie zrobić-mówił z udawanym smutkiem. Standardowe zagranie Vincenta żeby mu się upiekło.
-Zabrali ci prawo jazdy, bo prowadziłeś auto mojego ojca po pijaku. Skąd mogę wiedzieć, że teraz nie jesteś wstawiony?-otworzyłam drzwi i wysiadłam z auta. A raczej wyleciałam. Podeszłam do swojego samochodu, otworzyłam drzwi od strony kierowcy i wytargałam Vina za koszulę.
-Jesteś głupi-mruknęłam prowadząc go do SUV-a Nialla.-Pozwolisz, że go tu zostawię, bo jeżeli miałabym z nim jechać to chyba nie wróciłby cały, lecz w kawałkach-spojrzałam na blondyna. Uśmiechnął się lekko i kiwnął głową.
-Jasne Mel. Odwiozę go do domu-położył dłoń na mojej gdy jeszcze trzymałam jedną na drzwiach od kierowcy.-Dziękuję za to co dla mnie zrobiłaś-wyszeptał tak cicho, że tylko ja mogłam to usłyszeć.-Na prawdę kiedyś ci powiem o co chodzi-pogłaskał mnie po policzku.
Chciałam wtulić twarz w jego dłoń.
-Chętnie to powtórzę jeśli to pozwoli ci pozbyć się przygnębienia-cmoknęłam go w policzek.-Pamiętaj dziś o moim drinku-uśmiechnęłam się szeroko.
-Jak mógłbym zapomnieć? Przypominasz mi o tym już dziesiąty raz-wychylił się przez okno i puścił mi oczko.
Wsiadłam do swojego samochodu i wciąż stojąc w korku zastanawiałam się dlaczego Niall jest taki zmienny. Raz czarujący i męski. Potem staje się napalonym mustangiem, a za chwilę nie odzywa się słowem i jest smutny. Chyba nigdy go nie zrozumiem.
Korek robił się coraz dłuższy i nie przesuwał się nawet o milimetr. Ludzie wychodzili ze swoich aut klnąc na skwar i przyczynę tego sznura aut. Wzięłam telefon i również wysiadłam. Oparłam się o drzwi i wykręciłam numer mojego mechanika. Czekając na odpowiedź spojrzałam w stronę samochodu Nialla. Przyglądał mi się uważnie. Poczułam jak na moje policzki wpełza czerwony jak krew rumieniec więc tylko zagryzłam wargę i spuściłam głowę.
-Halo?-usłyszałam w końcu.
-Jack do jasnej cholery dlaczego dałeś Vinowi mój samochód?-wycedziłam przez zęby próbując zachować spokój.
-Powiedział, że go o to poprosiłaś. Dlaczego się na mnie wkurwiasz?-mówił pretensjonalnym tonem.
-Bo nie ma prawa jazdy, a wszystkie dokumenty mam ja-prawie wykrzyczałam.
-Skąd mogłem wiedzieć, że nie ma prawka?-oburzył się. Westchnęłam głośno przyciskając nasadę nosa dwoma palcami.
-Dobra. Okej. Przepraszam. Nie powinnam była się tak unosić, ale pamiętaj proszę żeby mu nigdy więcej nie dawać żadnego auta, dobrze?-zapytałam czując jak powietrze ze mnie uchodzi.
-Nie ma sprawy. Po prostu musisz wyluzować.
-Wiem-westchnęłam.-Do zobaczenia Jack-rozłączyłam się. Oparłam się o samochód całym ciężarem ciała. Schowałam twarz w dłonie.
To wszystko mnie trochę przerosło. Troska o nieokrzesanego przyjaciela, dziwne zachowanie Nialla. Jego spojrzenia, dotyk. Ugh, moje ciało tak żałośnie potrzebuje uczuć. Potrzebuje tylko żeby ktoś je przytulił. Nie wiedząc czemu poczułam łzy pojawiające się pod zaciśniętymi wciąż powiekami. To nie łzy smutku czy rozpaczy lecz zmęczenia. Po przeprowadzce do Londynu nie udało mi się ani razu przesiedzieć cały dzień na kanapie czytając książkę. Dzień w dzień latałam z miejsca na miejsce załatwiając wszystko co związane z mieszaniem. W międzyczasie jeździłam na rozmowy o pracę, ale nikt nie raczył się odezwać ponownie. Vincent nie miał czasu dopracowując projekt swojej pracowni w centrum.
Jedna nieszczęsna łza spłynęła po moim poliku, a wraz z nią to zmęczenie, które odczuwam od kilku miesięcy. Jestem zmęczona. Chcę się położyć spać.
~*~
Patrzałem na nią jak rozmawia przez telefon. Na jej twarzy widniało zdenerwowanie. Po krótkiej rozmowie schowała telefon do kieszeni. Skryła twarz w dłoniach.
-Coś jej jest?-zapytałem niepewnie Vincenta wciąż na nią patrząc.
-Musi być zmęczona. Od kilku miesięcy zapierdala na pełnych obrotach. Musiała skończyć wszystkie zajęcia z dobrymi stopniami potem pomagała mi z pracownią. Jeszcze biegała i załatwiała wszystko z mieszkaniem i miała kilkanaście rozmów o pracę, lecz nikt się nie odezwał w określonym czasie.
Mówił z przejęciem. Widziałem jak ociera policzek. Płacze.
-Czy ona często płacze?-odpiąłem pas.
-Ostatni raz płakała gdy nie jej babcia umarła. Czyli jakieś sześć lat temu. To jest silna dziewczyna choć nieco nieśmiała i naiwna. Trzyma nerwy na wodzy i nie pokazuje gdy się czegoś boi lub jest przygnębiona. Mel jest bardzo skryta i to mnie nieźle wpienia. Gdy jest smutna siadam koło niej i chcę się spytać co się stało, ona zbywa mnie wychodząc do drugiego pokoju. Nie podoba mi się to. Boję się, że kiedyś stanie się coś gorszego. Że zamknie się w sobie na dobre-mówił patrząc na nią z troską. Kiwałem tylko głową wsłuchując się w każde jego słowo.
-Poczekaj tu-rzuciłem wysiadając z auta. Podszedłem do niej i pierwsze co zrobiłem to mocno ją przytuliłem. Wtuliła się we mnie. Usłyszałem ciche szlochanie.
-Melodii-spojrzała na mnie zapłakana.-Nie musisz ukrywać tego co czujesz. Nie musisz zamykać swoich obaw i problemów w sobie-ująłem jej twarz w dłonie.-Vincent się o ciebie martwi. Skoro jest twoim przyjacielem powinnaś mu powiedzieć co cię gryzie-patrzałem jej w oczy. Zaszlochała i ponownie wtuliła się w moją klatkę.
-Ja po prostu potrzebuję trochę troski i odpoczynku-wyszeptała.-Chciałabym położyć się spać.
Pocałowałem ją czubek głowy nie wiedząc co mną kieruje. To jest chyba naturalne prawda? Podniosła głowę opierając brodę na mojej piersi.
-Dlaczego jesteś taki zmienny?-zapytała szeptem.-Nie rozumiem cię, a bardzo bym chciała-pociągnęła nosem.
-To jest właśnie popieprzone-pogłaskałem ją po plecach.-Zadzwonię po Mike i Paula. Przywiozą inne auto, zamienimy się z nimi żebyśmy my mogli pojechać inna stroną. Odwiozą Vina do domu-wyciągnąłem telefon.-Poczekaj moment-wypuściłem ją z objęć i odszedłem kawałek. Tak miło było czuć jej drobne ciało w swoich ramionach.
-Tak szefie?-usłyszałem niski męski głos w słuchawce co wyrwało mnie z rozmyślań.
-Mike przywieźcie z Paulem auto. Potrzebuję zabrać pewną młodą damę w odludne miejsce by mogła odpocząć-spojrzałem na nią przez ramie. Otulała się ramionami jakby było jej zimno choć powietrze osiągnęło temperaturę zbyt wysoką jak na Londyn.
-Dobrze, szefie. Auto będzie czekało na parkingu przy zjeździe na autostradę-oświadczył i rozłączył się. Podszedłem z powrotem do Mel i znowuż się do mnie przytuliła. Wszystkie mięśnie się napięły gdy jej dłonie odszukały dołu pleców. Cholera, zaklnąłem w myśli. Zapomniałem już, że to ten wrażliwy punkt, o którym nikt nie wie. Przy każdym dotyku w tym miejscu spinam się i drętwieję.
-Przepraszam-odsunęła się ode mnie i spuściła głowę.-Nie powinnam była-szepnęła.
-Nie szkodzi. W pełni rozumiem twoją potrzebę poczucia bezpieczeństwa i czułości-wychrypiałem patrząc na jej czerwone policzki.-Dobrze się czujesz?-przyłożyłem dłoń do jej czoła. Była rozpalona.
-Masz gorączkę-sprostowałem dotykając jej policzka wierzchem palców. Wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki jej samochodu i zamknąłem okno. Objąłem ją ramieniem i ruszyliśmy w stronę mojego auta. Otworzyłem drzwi i rzuciłem kluczyki Melodii Vincentowi.
-Wsiadaj do auta i jedź do domu-spojrzałem na szur aut przed nami.-Albo stój póki co w tym korku-zaśmiał się.-Muszę ją stąd zabrać. Ma gorączkę. Poczekaj aż dwóch facetów w czarnych koszulkach lub garniturach przyjdą i wsiądą do mojego auta. Masz nic nie nabroić i jechać ostrożnie tak żeby cię nie złapali, rozumiemy się?-kiwnął głową z chytrym uśmiechem.-Jeśli dowiem się, że cię zatrzymali bądź stało się coś z autem obiecuje ci nie zamierzamy ci ratować dupy, okej? Musisz trochę zmądrzeć co do prowadzenia-zamknąłem drzwi i spojrzałem na niego.-Uważaj na siebie i podaj jej torebkę-kiwnąłem głową na tylne siedzenie. Sięgnął po nią i podał przez otwarte okno.
-Panie Horan auto już stoi-usłyszałem Paula za swoimi plecami. Heart podskoczyła wystraszona.
-Daleko?-odwróciłem się w jego stronę zarzucając torebkę Melodii na ramię.
-Jakieś trzy, cztery auta nie więcej-założył czarne okulary na czubek łysej głowy.
-Które wzięliście?
-Alfa. Chcieliśmy żeby było jak najszybciej-odrzekł.
-Dobrze. Zawieźcie SUV-a do garażu i dopilnujcie by dzieciak dotarł cały i zdrowy do domu-podaliśmy sobie ręce. Paul z Mikem wsiedli do auta, Vin wielce uradowany prawie pobiegł do Forda.
-Chodź, mała-szepnąłem jej na ucho i ruszyliśmy do wyznaczonego miejsca.
Minęliśmy kilka aut i dotarliśmy do błyszczącej białej Alfy. Moje maleństwo, pomyślałem uśmiechając się pod nosem gdy siadłem za kierownicą.
-Dawno się nie widzieliśmy-wyszeptałem licząc na to, że dziewczyna nie usłyszy jednak było inaczej. Wybuchnęła głośnym śmiechem.
-Co cię tak śmieszy?-spytałem udając, że nie wiem o co chodzi.
-Jesteś chory. Rozmawiasz ze swoim autem-klasnęła w dłonie i roześmiała się jeszcze głośniej.
Odpaliłem samochód. Cichy warkot był jak miód dla moich uszu. Pogłaskałem kierownicę.
-Właśnie dowiedziałam się kolejnego faktu o swoim nowym szefie-wyciągnęła z torebki mały, niebieski notesik i długopis.-Pan Niall Horan rozmawia ze swoim autem i traktuje je jak człowieka-zapisała na ostatniej stronie. Roześmiałem się cicho.
-Już ci lepiej?-zapytałem kładąc dłoń na jej udzie. Blondynka wstrzymała gwałtownie oddech i znieruchomiała.
-Tak-wychrypiała mrugając szybko. Odchrząknęła kręcąc głowę.
-Na pewno? Wciąż jesteś blada i masz wypieki. Może zabiorę cię do lekarza?-przyglądałem jej się uważnie.
-Nie musisz. Wystarczy mi tylko kilka godzin snu i będę gotowa na mojego drinka-uśmiechnęła się lekko.
-Nie odpuścisz, prawda?-zacisnąłem dłoń na jej udzie powodując tym coraz ciemniejsze wypieki.
-Nie panie Horan-wyszeptała zbliżając swoją twarz do mojej.-Nic z tych rzeczy. Obietnica to obietnica-jej oddech owiał moją twarz. Byłem przekonany, że mnie pocałuje, ale ona położyła swoją dłoń na mojej, która spoczywała na jej nodze i przeniosła ją na kierownice.
-Jedźmy już-szepnęła mi do ucha po czym odsunęła się i wygodnie rozsiadła w fotelu.
Okay guys! This is it! Mam nadzieję, że Wam się podobał rozdział :) Może nie jest jakiś super mega wyjebisty (wybaczcie mi te wulgaryzmy), ale staram się jak mogę by to opowiadanie było jak najlepsze, ale z powodu iż nie mam wsparcia żadnej osoby z tych co to niby "czytają" nie wiem co powinnam zmienić. Nie chce mi się już pisać, że bardzo mi zależy na komentarzach, bo po co? I tak rzadko kto czyta to co jest na końcu. Dobra w każdym bądź razie. I hope you enjoy it and leave me a comments down below. (Tak wiem troszkę za dużo Jutuba :D ) Lova ya! See ya! Byeeee! ♥♥
-Niall-jęknęłam czując jego usta na szczęce.-Proszę ni-nie rób ni-nic głu-piego-jąkałam się gdy jego wargi penetrowały skórkę za moim uchem.
-Uważasz, że jeżeli cię pocałuję to będzie głupie?-szeptał mi do ucha przyciskając jeszcze mocniej do ściany.
W myślach modliłam się żeby to nie był sen. Nie chciałam żeby nagle zniknął zostawiając mnie w tym stanie. Przez jego usta nie byłam w stanie dobrze oddychać. Moja klatka podnosiła się i opadała coraz szybciej. Z każdym kolejnym słowem. Z każdym kolejnym oddechem. Z każdym kolejnym pocałunkiem na szyi.
-Tak jakby-tyle udało mi się wykrztusić.
-A co stałoby się gdybym jednak zrobił coś głupiego?-puścił jedną moją rękę, a potem drugą i położył dłonie na moich biodrach. Chciałam położyć ręce na jego karku i przyciągnąć siebie, ale kompletnie ich nie czułam. Nie czułam nic poza jego oddechem i wargami.
-Byłaby to najdziwniejsza współpraca w historii dziwnych współprac- wyszeptałam
odchylając głowę by dać mu lepszy dostęp, ale on oderwał się i spojrzał na mnie. Patrzał mi głęboko w oczy. Czułam jakby wchodził mi do mózgu i odkrywał przeróżne ciekawostki.
-Chcesz żebym cię pocałował-stwierdził nagle. Nie wiedziałam co robić.
Po chwili jego dłonie wylądowały na mojej twarzy. Podniosłam ręce by złapać go w talii, ale warknął jak pies broniący miski.
-Łapki przy sobie-powiedział patrząc na mnie i przenikając do mojego mózgu.
-Czuję dyskomfort-szepnęłam. Odsunął się ode mnie i poprawił marynarkę. Wzięłam głęboki oddech. Spojrzałam na niego, a on wciąż mi się przyglądał.
-Przepraszam-spuścił ostatecznie wzrok, odwrócił się do mnie plecami i chwytając teczkę podjął się wyjścia z gabinetu. Czekał na mnie trzymając za klamkę gdy stał na korytarzu. Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam nie patrząc na niego. Stanęłam przy schodach czekając aż zamknie drzwi i do mnie dołączy.
-To było co najmniej dziwne, ale nie musiałeś przepraszać. Nic takiego się nie stało-powiedziałam gdy schodziliśmy w dół.
-Do widzenia panie Horan-dziewczyna w recepcji skinęła głową gdy przechodziliśmy.
-Megan, daj mi proszę tę przesyłkę-Niall podszedł do jej biurka i oparł o nie dłonie. Wpatrywałam się w jego plecy. Marynarka opinała się na łopatkach gdy się pochylał.
-Cholera-mruknęłam gdy spojrzał na mnie przez ramię uśmiechając się lekko.
Nie patrz się tak na niego, skarciłam się w myśli.
-Dziękuję kochana i przepraszam za ten wredny sposób w jaki ci poprzednio odpowiedziałem-chwycił jej dłoń i ucałował. Brunetka zaczęła nerwowo chichotać.
Gdy chwytał jej rękę zapragnęłam być na jej miejscu. Odwrócił się i ruszył w moją stronę. Zdążył już włożyć przesyłkę do aktówki.
-Chodź-mruknął nie patrząc na mnie.
Westchnęłam zrezygnowana. Czy ja powiedziałam coś nie tak? Gdy wsiedliśmy do jego auta wciąż nie odezwał się do mnie słowem ani nie spojrzał na mnie.
-Nialler o co chodzi?-położyłam dłoń na jego ramieniu. Był wyraźnie przygnębiony. Moje pytanie wleciało jednym uchem, a wyleciało drugim. Pokręciłam głową i usiadłam prosto krzyżując ręce na piersi. Przez połowę drogi żadne z nas nie odezwało się ani raz.
-Gniewasz się na mnie?-zapytałam chcąc zrozumieć dlaczego jest przygnębiony.-Niall proszę powiedz mi-położyłam dłoń na jego, która spoczywała na kierownicy. Zacisnął mocniej palce i westchnął głośno. Nie odpuszczę tak łatwo, pomyślałam gładząc jego kostki kciukiem. Spojrzał na nasz dłonie i strząsnął moją przerzucając biegi.
-Nie wiem o co ci do cholery chodzi, ale wolę jak gadasz o byle gównie niż jesteś przygnębiony choć znam cię od kilku zasranych godzin-odezwałam się choć nie chciałam by zabrzmiało to tak ostro. Blondyn pokręcił głową i westchnął smutno.
-Nie zrozumiesz-powiedział cicho.-Nie chcę żebyś rozumiała. Jesteś tylko moją sekretarką. To co mi jest kompletnie nie powinno cię obchodzić. Nie powinny cię obchodzić problemy szefa-mówił wciąż patrząc na jezdnie.
-Nie obchodzi mnie życie mojego szefa, a sąsiada którego chciałabym lepiej poznać- wypaliłam w końcu.
Spojrzał na mnie smutnymi oczami i zacisnął dłonie na kierownic z taką siła, że kostki mu pobielały.
-Kiedyś ci powiem, ale jeszcze nie teraz Melodii-stanął w korku. Przed nami stał samochód tej samej marki co mój. I był tego samego koloru. Błękit morza i białe paski na klapie bagażnika.
Mel, przestań myśleć o samochodzie, do cholery! Pomyśl o tym jak z niego to wyciągnąć, upomniała mnie podświadomość.
Odpięłam swój pas podniosłam się i pocałowałam go w policzek po czym usiadłam na tylnej kanapie by móc widzieć jego oczy. Te śliczne błękitne tęczówki skrywające ogromną tajemnicę.
-Zrobisz coś dla mnie?-zapytał gdy wyciągałam z torebki dokumenty.
-Jasne-spojrzałam na niego w lusterku.
-Możesz robić tak jeszcze raz?-wychrypiał jakby z trudem. Wychyliłam się i ponownie ucałowałam jego policzek tylko tym razem nieco dłużej przytrzymałam wargi przy jego twarzy wdychając zapach jego skóry. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i wyciągnęłam numery rejestracyjne. Przyjrzałam się im, a potem tablicy samochodu przed nami. To mój samochód, pomyślałam zdezorientowana.
-Czy to twój samochód?
-Tak-mruknęłam nie rozumiejąc całej tej sytuacji. Starałam się rozpoznać osobę siedzącą za kierownicą.
-A to gnojek-bąknęłam wyciągając telefon.-Czy ciebie do reszty popierdoliło?!-wydarłam się w chłopaka za kierownicą MOJEGO samochodu.
-Cześć Melodii. U mnie wszystko w porządku, a u ciebie?-mówił z sarkazmem.
-Kto ci pozwolił głąbie odebrać mój samochód do cholery?!-zabijałam go wzrokiem gdy tylko spojrzał w lusterko.-Nie masz prawa jazdy i dokumentów. Vin aż tak bardzo ci się nudziło?-traciłam cierpliwość do wszystkiego.
-Myślałem, że nie zdążysz po niego pojechać więc chciałem... chciałem żebyś miała to z głowy. Chciałem coś dla ciebie zrobić-mówił z udawanym smutkiem. Standardowe zagranie Vincenta żeby mu się upiekło.
-Zabrali ci prawo jazdy, bo prowadziłeś auto mojego ojca po pijaku. Skąd mogę wiedzieć, że teraz nie jesteś wstawiony?-otworzyłam drzwi i wysiadłam z auta. A raczej wyleciałam. Podeszłam do swojego samochodu, otworzyłam drzwi od strony kierowcy i wytargałam Vina za koszulę.
-Jesteś głupi-mruknęłam prowadząc go do SUV-a Nialla.-Pozwolisz, że go tu zostawię, bo jeżeli miałabym z nim jechać to chyba nie wróciłby cały, lecz w kawałkach-spojrzałam na blondyna. Uśmiechnął się lekko i kiwnął głową.
-Jasne Mel. Odwiozę go do domu-położył dłoń na mojej gdy jeszcze trzymałam jedną na drzwiach od kierowcy.-Dziękuję za to co dla mnie zrobiłaś-wyszeptał tak cicho, że tylko ja mogłam to usłyszeć.-Na prawdę kiedyś ci powiem o co chodzi-pogłaskał mnie po policzku.
Chciałam wtulić twarz w jego dłoń.
-Chętnie to powtórzę jeśli to pozwoli ci pozbyć się przygnębienia-cmoknęłam go w policzek.-Pamiętaj dziś o moim drinku-uśmiechnęłam się szeroko.
-Jak mógłbym zapomnieć? Przypominasz mi o tym już dziesiąty raz-wychylił się przez okno i puścił mi oczko.
Wsiadłam do swojego samochodu i wciąż stojąc w korku zastanawiałam się dlaczego Niall jest taki zmienny. Raz czarujący i męski. Potem staje się napalonym mustangiem, a za chwilę nie odzywa się słowem i jest smutny. Chyba nigdy go nie zrozumiem.
Korek robił się coraz dłuższy i nie przesuwał się nawet o milimetr. Ludzie wychodzili ze swoich aut klnąc na skwar i przyczynę tego sznura aut. Wzięłam telefon i również wysiadłam. Oparłam się o drzwi i wykręciłam numer mojego mechanika. Czekając na odpowiedź spojrzałam w stronę samochodu Nialla. Przyglądał mi się uważnie. Poczułam jak na moje policzki wpełza czerwony jak krew rumieniec więc tylko zagryzłam wargę i spuściłam głowę.
-Halo?-usłyszałam w końcu.
-Jack do jasnej cholery dlaczego dałeś Vinowi mój samochód?-wycedziłam przez zęby próbując zachować spokój.
-Powiedział, że go o to poprosiłaś. Dlaczego się na mnie wkurwiasz?-mówił pretensjonalnym tonem.
-Bo nie ma prawa jazdy, a wszystkie dokumenty mam ja-prawie wykrzyczałam.
-Skąd mogłem wiedzieć, że nie ma prawka?-oburzył się. Westchnęłam głośno przyciskając nasadę nosa dwoma palcami.
-Dobra. Okej. Przepraszam. Nie powinnam była się tak unosić, ale pamiętaj proszę żeby mu nigdy więcej nie dawać żadnego auta, dobrze?-zapytałam czując jak powietrze ze mnie uchodzi.
-Nie ma sprawy. Po prostu musisz wyluzować.
-Wiem-westchnęłam.-Do zobaczenia Jack-rozłączyłam się. Oparłam się o samochód całym ciężarem ciała. Schowałam twarz w dłonie.
To wszystko mnie trochę przerosło. Troska o nieokrzesanego przyjaciela, dziwne zachowanie Nialla. Jego spojrzenia, dotyk. Ugh, moje ciało tak żałośnie potrzebuje uczuć. Potrzebuje tylko żeby ktoś je przytulił. Nie wiedząc czemu poczułam łzy pojawiające się pod zaciśniętymi wciąż powiekami. To nie łzy smutku czy rozpaczy lecz zmęczenia. Po przeprowadzce do Londynu nie udało mi się ani razu przesiedzieć cały dzień na kanapie czytając książkę. Dzień w dzień latałam z miejsca na miejsce załatwiając wszystko co związane z mieszaniem. W międzyczasie jeździłam na rozmowy o pracę, ale nikt nie raczył się odezwać ponownie. Vincent nie miał czasu dopracowując projekt swojej pracowni w centrum.
Jedna nieszczęsna łza spłynęła po moim poliku, a wraz z nią to zmęczenie, które odczuwam od kilku miesięcy. Jestem zmęczona. Chcę się położyć spać.
~*~
Patrzałem na nią jak rozmawia przez telefon. Na jej twarzy widniało zdenerwowanie. Po krótkiej rozmowie schowała telefon do kieszeni. Skryła twarz w dłoniach.
-Coś jej jest?-zapytałem niepewnie Vincenta wciąż na nią patrząc.
-Musi być zmęczona. Od kilku miesięcy zapierdala na pełnych obrotach. Musiała skończyć wszystkie zajęcia z dobrymi stopniami potem pomagała mi z pracownią. Jeszcze biegała i załatwiała wszystko z mieszkaniem i miała kilkanaście rozmów o pracę, lecz nikt się nie odezwał w określonym czasie.
Mówił z przejęciem. Widziałem jak ociera policzek. Płacze.
-Czy ona często płacze?-odpiąłem pas.
-Ostatni raz płakała gdy nie jej babcia umarła. Czyli jakieś sześć lat temu. To jest silna dziewczyna choć nieco nieśmiała i naiwna. Trzyma nerwy na wodzy i nie pokazuje gdy się czegoś boi lub jest przygnębiona. Mel jest bardzo skryta i to mnie nieźle wpienia. Gdy jest smutna siadam koło niej i chcę się spytać co się stało, ona zbywa mnie wychodząc do drugiego pokoju. Nie podoba mi się to. Boję się, że kiedyś stanie się coś gorszego. Że zamknie się w sobie na dobre-mówił patrząc na nią z troską. Kiwałem tylko głową wsłuchując się w każde jego słowo.
-Poczekaj tu-rzuciłem wysiadając z auta. Podszedłem do niej i pierwsze co zrobiłem to mocno ją przytuliłem. Wtuliła się we mnie. Usłyszałem ciche szlochanie.
-Melodii-spojrzała na mnie zapłakana.-Nie musisz ukrywać tego co czujesz. Nie musisz zamykać swoich obaw i problemów w sobie-ująłem jej twarz w dłonie.-Vincent się o ciebie martwi. Skoro jest twoim przyjacielem powinnaś mu powiedzieć co cię gryzie-patrzałem jej w oczy. Zaszlochała i ponownie wtuliła się w moją klatkę.
-Ja po prostu potrzebuję trochę troski i odpoczynku-wyszeptała.-Chciałabym położyć się spać.
Pocałowałem ją czubek głowy nie wiedząc co mną kieruje. To jest chyba naturalne prawda? Podniosła głowę opierając brodę na mojej piersi.
-Dlaczego jesteś taki zmienny?-zapytała szeptem.-Nie rozumiem cię, a bardzo bym chciała-pociągnęła nosem.
-To jest właśnie popieprzone-pogłaskałem ją po plecach.-Zadzwonię po Mike i Paula. Przywiozą inne auto, zamienimy się z nimi żebyśmy my mogli pojechać inna stroną. Odwiozą Vina do domu-wyciągnąłem telefon.-Poczekaj moment-wypuściłem ją z objęć i odszedłem kawałek. Tak miło było czuć jej drobne ciało w swoich ramionach.
-Tak szefie?-usłyszałem niski męski głos w słuchawce co wyrwało mnie z rozmyślań.
-Mike przywieźcie z Paulem auto. Potrzebuję zabrać pewną młodą damę w odludne miejsce by mogła odpocząć-spojrzałem na nią przez ramie. Otulała się ramionami jakby było jej zimno choć powietrze osiągnęło temperaturę zbyt wysoką jak na Londyn.
-Dobrze, szefie. Auto będzie czekało na parkingu przy zjeździe na autostradę-oświadczył i rozłączył się. Podszedłem z powrotem do Mel i znowuż się do mnie przytuliła. Wszystkie mięśnie się napięły gdy jej dłonie odszukały dołu pleców. Cholera, zaklnąłem w myśli. Zapomniałem już, że to ten wrażliwy punkt, o którym nikt nie wie. Przy każdym dotyku w tym miejscu spinam się i drętwieję.
-Przepraszam-odsunęła się ode mnie i spuściła głowę.-Nie powinnam była-szepnęła.
-Nie szkodzi. W pełni rozumiem twoją potrzebę poczucia bezpieczeństwa i czułości-wychrypiałem patrząc na jej czerwone policzki.-Dobrze się czujesz?-przyłożyłem dłoń do jej czoła. Była rozpalona.
-Masz gorączkę-sprostowałem dotykając jej policzka wierzchem palców. Wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki jej samochodu i zamknąłem okno. Objąłem ją ramieniem i ruszyliśmy w stronę mojego auta. Otworzyłem drzwi i rzuciłem kluczyki Melodii Vincentowi.
-Wsiadaj do auta i jedź do domu-spojrzałem na szur aut przed nami.-Albo stój póki co w tym korku-zaśmiał się.-Muszę ją stąd zabrać. Ma gorączkę. Poczekaj aż dwóch facetów w czarnych koszulkach lub garniturach przyjdą i wsiądą do mojego auta. Masz nic nie nabroić i jechać ostrożnie tak żeby cię nie złapali, rozumiemy się?-kiwnął głową z chytrym uśmiechem.-Jeśli dowiem się, że cię zatrzymali bądź stało się coś z autem obiecuje ci nie zamierzamy ci ratować dupy, okej? Musisz trochę zmądrzeć co do prowadzenia-zamknąłem drzwi i spojrzałem na niego.-Uważaj na siebie i podaj jej torebkę-kiwnąłem głową na tylne siedzenie. Sięgnął po nią i podał przez otwarte okno.
-Panie Horan auto już stoi-usłyszałem Paula za swoimi plecami. Heart podskoczyła wystraszona.
-Daleko?-odwróciłem się w jego stronę zarzucając torebkę Melodii na ramię.
-Jakieś trzy, cztery auta nie więcej-założył czarne okulary na czubek łysej głowy.
-Które wzięliście?
-Alfa. Chcieliśmy żeby było jak najszybciej-odrzekł.
-Dobrze. Zawieźcie SUV-a do garażu i dopilnujcie by dzieciak dotarł cały i zdrowy do domu-podaliśmy sobie ręce. Paul z Mikem wsiedli do auta, Vin wielce uradowany prawie pobiegł do Forda.
-Chodź, mała-szepnąłem jej na ucho i ruszyliśmy do wyznaczonego miejsca.
Minęliśmy kilka aut i dotarliśmy do błyszczącej białej Alfy. Moje maleństwo, pomyślałem uśmiechając się pod nosem gdy siadłem za kierownicą.
-Dawno się nie widzieliśmy-wyszeptałem licząc na to, że dziewczyna nie usłyszy jednak było inaczej. Wybuchnęła głośnym śmiechem.
-Co cię tak śmieszy?-spytałem udając, że nie wiem o co chodzi.
-Jesteś chory. Rozmawiasz ze swoim autem-klasnęła w dłonie i roześmiała się jeszcze głośniej.
Odpaliłem samochód. Cichy warkot był jak miód dla moich uszu. Pogłaskałem kierownicę.
-Właśnie dowiedziałam się kolejnego faktu o swoim nowym szefie-wyciągnęła z torebki mały, niebieski notesik i długopis.-Pan Niall Horan rozmawia ze swoim autem i traktuje je jak człowieka-zapisała na ostatniej stronie. Roześmiałem się cicho.
-Już ci lepiej?-zapytałem kładąc dłoń na jej udzie. Blondynka wstrzymała gwałtownie oddech i znieruchomiała.
-Tak-wychrypiała mrugając szybko. Odchrząknęła kręcąc głowę.
-Na pewno? Wciąż jesteś blada i masz wypieki. Może zabiorę cię do lekarza?-przyglądałem jej się uważnie.
-Nie musisz. Wystarczy mi tylko kilka godzin snu i będę gotowa na mojego drinka-uśmiechnęła się lekko.
-Nie odpuścisz, prawda?-zacisnąłem dłoń na jej udzie powodując tym coraz ciemniejsze wypieki.
-Nie panie Horan-wyszeptała zbliżając swoją twarz do mojej.-Nic z tych rzeczy. Obietnica to obietnica-jej oddech owiał moją twarz. Byłem przekonany, że mnie pocałuje, ale ona położyła swoją dłoń na mojej, która spoczywała na jej nodze i przeniosła ją na kierownice.
-Jedźmy już-szepnęła mi do ucha po czym odsunęła się i wygodnie rozsiadła w fotelu.
Okay guys! This is it! Mam nadzieję, że Wam się podobał rozdział :) Może nie jest jakiś super mega wyjebisty (wybaczcie mi te wulgaryzmy), ale staram się jak mogę by to opowiadanie było jak najlepsze, ale z powodu iż nie mam wsparcia żadnej osoby z tych co to niby "czytają" nie wiem co powinnam zmienić. Nie chce mi się już pisać, że bardzo mi zależy na komentarzach, bo po co? I tak rzadko kto czyta to co jest na końcu. Dobra w każdym bądź razie. I hope you enjoy it and leave me a comments down below. (Tak wiem troszkę za dużo Jutuba :D ) Lova ya! See ya! Byeeee! ♥♥
CZYTASZ=KOMETUJESZ!!!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz